Co za przeżycie!
Mama dziś nie za bardzo
kontaktowała. Od rana skupiona na złagodzeniu własnego stresu. Suchość w
gardle, miliony obaw.
Tata był jedynym Tatą
na zajęciach (bo dziś były pierwsze zajęcia organizacyjno-oswajające).
Było ok. dziesięcioro
dzieci, w tym 3 dziewczynki, reszta chłopaki.
Najmłodszy niecałe 2
latka, najstarszy 4 latka i to z tym Ksawek się pięknie bawił. Panowie
upatrzyli sobie kuchnię i gotowali razem:)
Formuła pierwszych
zajęć adaptacyjnych nie do końca przypadła mi do gustu, ale mam nadzieję, że
Pani prowadząca też po prostu była zdenerwowana, no bo bacznie obserwowana
przez nas rodziców i przez panią dyrektor.
Po wejściu do sali
(niestety bardzo malutkiej), Pani puściła głośną muzykę śpiewając po kolei
każdą zwrotkę o kolejnym dziecku używając imienia, ale dzieciom się to nie
spodobało. Za szybko, za głośno, za bardzo jakoś tak natarczywie. Pani
nauczycielka podjęła jeszcze kilka prób zabaw, ale hmm, żadne dziecko nie za
bardzo się w tym odnalazło, więc na naszą-rodziców prośbę, dzieciom dano czas
na oswojenie się z nową salą, zabawkami, dziećmi itd.
Ksawuś umył rączki w
malusiej umywalce, wysikał się na stojąco! (malusie kibelusie hyhyhy), Nawet
zjadł podwieczorek! (nie sądziłam przyznam szczerze, że będą to 3 rodzaje
ciastek w tym na szczęście biszkopty bez mleka) pojeździł autkami i jak Pani
zarządziła kolejną zabawę w kółeczku, Ksawuś krzyknął: „juś chcę do domku, mam
dość! Idziemy!”.
Ksawuś okazał się
największym gadułą w grupie (!?), był bardzo uprzejmy, koleżeński, miły i
otwarty. Przed wyjściem podszedł do każdego, podał rączkę, pożegnał się, jedna
dziewczynka się wstydziła, mówię więc do Smyka –
Ja: jeszcze z A. się nie
pożegnałeś.
K: poziegnałem, tylko ta dziecinka
nic nie mówi do mnie!
W sumie 2 dzieci wyszła
wcześniej, bo płakały i nie łapały kontaktu, 2 wyszła razem z nami, także nawet
wg Pani prowadzącej, jak na pierwsze zajęcia było naprawdę super!
Po przedszkolu
poszliśmy kupić wyprawkę przedszkolaka…strój gimnastyczny, worek, plastelinę,
bloki, kredki świecowe, ołówkowe, teczkę na prace…mój mały duży Smyk!
Jesteśmy bardzo dumni
ze Smyka, który radzi sobie lepiej, niż nam się wydawało. Musimy Mu dać więcej
przestrzeni, więcej Jego samego sobie i innym J
Dzisiaj Mama pokazuje Smykowi
przedszkolne zabawki i mówię:
Ja: Zobacz jaki Porszak,
takiego nie masz!
Ksawek: to nie jest Polsiak! To
Felali! (miał rację, oczywiście)
A to mały upominek, do
kolekcji PRL :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz