Nasze kasztaniaki.
Bardziej moje, bo Smyk
miał wszystko w nosie. Wczoraj nazbieraliśmy caaałą siatę świeżych kasztanów. Spadających
hurtem na głowę.
Nie pamiętam, kiedy
ostatni raz robiłam ludki z kasztanów.
Przyznam szczerze,
chyba nie lubię tego robić.
Można się pokaleczyć a
i tak za chwilę wysychają, pękają i tracą blask J Do kitu z takimi
kasztaniakami, a jeszcze potem się przewracają…
A to (po lewej) psy, wg Kawka, „psi
co się wąchają”



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz