Moja lista blogów

czwartek, 18 października 2012

..no, się dzieje 8-o



No i wymarzone przedszkole już nie jest wymarzonym.
Do końca zajęć brakło 30 min.
Dziś Ksawery przepięknie się bawił, współpracował, rozmawiał z Panią Madzią, jadł podwieczorek, sam mył rączki i nie zauważał, kiedy wychodziliśmy z sali itd.
Ogólnie super.
Ale...
30 min przed końcem jeden chłopiec zaczął być agresywny. Bił, szarpał dzieci, rzucał zabawkami, piszczał i ewidentnie się nudził. Ksawery stał przy półce z zabawkami, ten podleciał i walnął Go po plecach. Powiedziałam głośno, że NIKT nie ma prawa Go bić, i że chłopiec jest bardzo niegrzeczny i że jeśli Cię bije trzeba powiedzieć to Pani Madzi (która była zbyt zajęta, żeby cokolwiek zauważyć). Druga Pani widziała, ale nie reagowała, nawet wtedy, kiedy chłopak podleciał do niej i rypnął w nią tak, że aż wstała... nic, zero reakcji. Kogokolwiek.
Ksawuś tylko powiedział, że chce do domu. Poprosiłam Go, żeby pożegnał się z każdym, więc Młody podał rączkę też temu niegrzecznemu, ale jednak zostaliśmy. Za chwilę ten mały latając i wrzeszcząc i klepiąc we wszystko, podleciał do Ksawka i z wyskoku huknął go z dwóch rąk w głowę tak, że aż Ksawka wygieło...
No i się zaczęło...
Ja zastopowałam dzieciaka, bo NIKT nie reagował, Matka, 2 nauczycielki, i inne obecne mamy. I co było potem? Jak wrzasnęłam, że co to ma w ogóle być??? To Matka (w ciąży!!!) złapała dzieciaka i tak go zlała na środku sali, że ja już nie miałam pytań skąd w tym dziecku tyle agresji. Dziecko miało lanie w głębokim poważaniu, śmiało się, a dostało porządnie i w sali i w korytarzu.
No więc drę się na Matkę, dlaczego bije swoje dziecko ?
NIC k...a, nic, zero reakcji ponownie. Wszyscy wlepiają gały i NIC. Weszła dyrektorka, pytam, czy widziała zajście? Panie prowadzące bąknęły, że tak nie można. Wyszłyśmy z sali no i zrobiła się porządna awantura MY Z MĘŻEM kontra PANI DYREKTOR I BIJĄCA MATKA W CIĄŻY która minutę po solidnym zlaniu swojego syna tuliła Go i wmawiała nam i dyrektorce, że to nie był objaw agresji, że dzieci tak mają...
Nosz ....!#$@#%#,   Zapytałam tej kobiety, co zatem to było wg niej? Czy jej syn chciał może Ksawka pogłaskać i mu nie wyszło. Powiedziałam też, ze totalnym skandalem jest bicie i to jeszcze publiczne dziecka i jak można w ogóle to tolerować na terenie przedszkola i że moje dziecko nawet nie oddało gówniarzowi, bo nie wie jak się bije i co to jest, ale skoro tamten jest lany w domu to oczywiste jest Jego zachowanie!!!
Powiedziałam, że gdyby to się zdarzyło raz, ok, ale nie od 30 minut non stop objaw agresji, ewidentny.
Pewnie zupełnie inaczej wszystko by się skończyło, gdyby matka zareagowała normalnie i wytłumaczyła dziecku, że tak nie wolno i że trzeba przeprosić.
Mało tego, pani dyrektor chyba stanęła po stronie bijącej matki, twierdząc, że co prawda ona nie popiera agresji, ale nasze dziecko musi się do tego rodzaju zachowań przyzwyczaić. Nie zaproponowała rozmowy czy rozwiązania problemu, wyszliśmy, a ona zaprosiła do gabinetu bijącą matkę.
Nam powiedziała, że generalnie nic na to nie poradzimy, cały czas powtarzając, że dzieci będą się inaczej zachowywać, jak już rodzice sobie pójdą i one zostaną same z nauczycielkami. Problem polega na tym, że są to tak nie przemyślane, nastawione na zysk zajęcia, że co tydzień będą przychodzić nowe dzieci, również na „godziny”,z którymi znowu kilka zajęć będą siedziały mamy.
Więc ciągle będzie chaos i coś czego też nie znoszę – wazelinka wobec obecnych rodziców.
Czyli np. tak jak dziś, Ksawuś odgadł zagadkę, ale Pani chciała, żeby odgadł ją inny chłopiec u mamy na kolanach, to nie nagrodziła Ksawka, tylko Go odsuneła, żeby ten chłopiec w końcu zasłużył na nagrodę.
Inny chłopiec, z podobna wrażliwością do Smykowej, posiusiał sobie jeansy lub Panie Mu nieodpowiednio pomagały w wc, ale postawiły go na środku i na głos obydwie jedna przed drugą NIC SIĘ NIE STAŁO, ŻE NIE WYTRZYMALEŚ, TO BYŁ PIERWSZY I OSTATNI RAZ, PRAWDA? Dziecko nie miało ubranek na zmianę a mama wyszła do sklepu, i stał tak mokry i czekał na mamę...masakra. Powiedział na do widzenia że już nie przyjdzie....wcale Mu się nie dziwię.
Co do super przyjaznego alergikom przedszkola – wszędzie napisałam i w karcie i w zgłoszeniu, i mówiłam kilka razy dyrektorce i kilka razy obu Paniom, a ta podchodzi dziś i pyta się czy Ksawuś zje serek homogenizowany.... a potem powiedziała:
Ojej, no to się chociaż herbatki się napije (!@!#%$). Mówię babie, co niby powinna wiedzieć to lepiej ode mnie, że NIE CHCĘ, ŻEBY MOJE DZIECKO SIEDZIAŁO PRZY PUSTYM TALERZU KIEDY INNE DZIECI JEDZĄ!

Całe pieprzenie o byciu przyjaznym alergikom, a dopasowaniu, o indywidualnym traktowaniu, o tym, że oni są zwolennikami równego rozwoju i równego traktowania – gówno prawda!

A! i Pani prowadząca zajęcia adaptacyjne z maluszkami jeszcze nie ma umowy w przedszkolu, więc generalnie opiekuje się naszymi dziećmi obca osoba z ulicy, równie dobrze ja mogłabym prowadzić te zajęcia.
Tym bardziej, że obie Panie nie wykazują znajomości i technik ani pedagogicznych ani psychologicznych. No i ciągle nie pamięta kto jest kto...
A jak Ksawek woła siku, to Pani woła mnie...
Dużo mówią obie, o tym, że trzeba pytać dzieci co chwilę czy chcą siku, bo jak są zajęte zabawa to wiadomo co się dzieję ..i co z tego, że gadają, jak ani razu żadna z nich przez 3 godziny nie zapytała żadnego dziecka ani razu.
Pół godziny później spotkaliśmy ową p. dyrektor w sklepie i zapytana o to jak potoczyły się sprawy, powiedziała "nie róbmy tu konferencji".

Czy to to miejsce/miasto i ludzie tu, czy na prawdę tak jest na tym świecie?....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz