Zwariuję. Tak. Na pewno to już
mówiłam setki razy, ale nikt nie traktuje tego poważnie. Ja 10 lat temu i ja
teraz to zdecydowanie 2 różne osoby. Jestem na skraju wyczerpania swoich
nieodnawialnych pokładów cierpliwości i pozytywnego nastawienia.
I niech wszystkie supernianie, tracy
hoggs i inne nie myślą, że są takie mądre!
I dlaczego w czasopismach typu M jak
MAMA dla kobiet w ciąży - nikt nie radził, jak wychowywać niejadka
alergika? Dlaczego żadna książka, żaden program, żadna szkoła rodzenia czy
ulotka nie miała wypunktowane co robić gdy dziecko się zepsuje? owszem, uniknęłam
rozstępów, miałam pięknie przygotowany pokój i wyprawkę dla Synka, ale chyba
wolałabym mieć rozstępy i nie mieć wyprawki, ale za to receptę na zachęcenie
dziecka do spożywania NORMALNYCH posiłków!!!
Odkąd pamiętam czułam na sobie
stresujący oddech centyli...ciągle ważyłam swoje niemowlę, a teraz ważę mojego
prawie trzylatka... Skaczę z radości, kiedy łaskawie poliże lub powącha
cokolwiek nowego...
Dawniej humor poprawiała mi podwyżka,
nowy ciuch, spotkanie przy piwku, a dziś ratuje mój nastrój zjedzony posiłek
mojego Syna. Może dlatego popadam w deprechę...
Czy moim życiem rządzi dziecko?
I jeśli dziś usłyszę - chciałabym się
zamienić, bo moje dziecko je non stop - to mogę być niebezpieczna, więc nie
radzę..
Znikąd pomocy, a ja nie mam już
pomysłów, więc krzyczę coraz częściej, bo nie mam już argumentów...
Dziś razem upiekliśmy szarlotkę.
Chciało mi się?!!? Dziwne, bo musieliśmy wyjść na tę psią pogodę - po jabłka,
potem musiałam odkurzyć całe mieszkanie z mąki i tylko po to, żeby usłyszeć, że
On nie lubi jabłek...
Ja na prawdę zwariuję.
Szukam pracy. Tak bym chciała wrócić
do żywych...Ech...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz