..i po weekendzie.
To były 2 bardzo udane dni.
W sobotę mieliśmy gości, było bardzo miło. Smyk dostał magiczne pisaki, chwalił się swoim pokoikiem, robił gościom zupę ogórkową i kawkę :)
W sobotę mieliśmy gości, było bardzo miło. Smyk dostał magiczne pisaki, chwalił się swoim pokoikiem, robił gościom zupę ogórkową i kawkę :)
(kilka dni wcześniej dołączyliśmy do
Ksawkowej kolekcji artykułów piśmienniczych kredki typu BAMBINO! Och! Jaki to
był kiedyś szał! Jakie kolory!)
Mama natomiast upiekła rogaliki, a
ściślej – rogaliki o kształcie nie-rogalikowym.
Kształty wymuszone przez dany owoc w
środku ;)
Ksawek pierwszy raz zachowywał się
trochę jak wygłodzone zwierzątko i mimo zakazu kradł czekoladki z szafy (Mama
sądziła, że tam ich nie wypatrzy, mimo wszystko – czego oczy nie widzą…) ! A
Smyk wspinał się na co się dało i stwarzał podwójne zagrożenie – alergią i
upadkiem :/
Całe szczęście nic Mu nie jest, ma kilka
nowych kropek, ale bez tragedii.
Niedziela na Kopcu Kraka
Niedzielę spędziliśmy u dziadków. Po
obiedzie Mama zarządziła spacer na Kopiec Kraka. Spacer po ulubionych zakątkach
podgórskiej części Krakowa wzruszył mnie nieco :/ Tęsknię bardziej.
Zawsze sobie wtedy marzę, co będziemy
robić, jak spędzać czas ze Smykiem jak już w końcu uda nam się wrócić do
Krakowa.
To już 3,5 roku poza nim, a 2,5 - TU.
Smyk wszedł na kopiec, szalał z
dziadziusiem po krakowskich „polach”, tak intensywnie, że w drodze powrotnej
usnął snem kamiennym, spał do rana, nic Go nie wzruszyło podczas wnoszenia Go
przez Mamę na 3 piętro i przebierania w piżamkę. Poszedł spać „na bruda” :)
Na zdrowie Synku! :):)
Mama zajrzała też na stary cmentarz podgórski, zobaczyć w jakim jest stanie. Jak można się było spodziewać, w coraz gorszym. Nie rozumiem tego, ale to inna historia.
Wzgórze Lasoty, Kościółek św. Benedykta (najmniejszy kościół w Krakowie), ulica Stawarza...tam jest część mojego serducha, jakoś tak się zlokalizowało :)
(ta rzeźba Chrystusa jest przeze mnie fotografowana od wielu lat. W chwili obecnej postać jak widać nie ma już połowy głowy :/)
A dziś już śmigał na rowerku, który przez większość
mijanych-komentujących osób, nazywany jest HULAJNOGĄ. Grrrr…
Smyk wyjechał pod 2 wielkie górki sam, bez
pomocy! Mówi „dam ladę mamusiu!” no i dał!
Potem pojechał z tatusiem na zakupy i
kupił m.in. „papiel to-ta-letowy” :)
Nowe powiedzonko:
„ ja nie mogę na to uwieziyć!!! (i łapie
się za głowę)











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz