Czasem mam wrażenie, że mój Smyk jest
najbardziej „unudzonym” dzieckiem na świecie :/
Cały czas każdą czynność w domu Mama
wykonuje w lekkim stresie i pośpiechu, bo Smyk ciągle chodzi za mną i pyta:
„cio ja mam telas lobić mamusiu?”
Mama co wymyśli to nie zdąży do końca
przygotować danego zajęcia np. malowania farbami, a słychać już „juś mi się nie
chce!”
Czasem bardzo żałuję, że Ksawek nie ma możliwości
chodzić do przedszkola już od tego roku :/ , myślę, że jest na to gotowy, tzn. nie mam pewności czy emocjonalnie,
bo od urodzenia się Smyka jesteśmy w sumie nierozłączni i nikt nigdy inny się
nim nie opiekował, ale w każdym innym sensie myślę, że byłby zachwycony.
Jedzenie.
W piekarni:
K: „kup mi bułę”
M: ”Którą? Chcesz parkę z makiem czy
rogala? „(Mama pokazuje smykowi paluchem o które chodzi)
K: „logala!”
Kupujemy, idziemy na ławeczkę wyciągam
bułę, a Ksawek:
K: „a psiecieś ja tego nie lubiś”..
Daję Mu sok z kartonika (wiadomo, jak
się nie wypije od razu całego to nie ma jak zamknąć, ...się wylewa etc…).
K: „daj mi mój ukochany sociek malinowy!”
I po jedzeniu i po piciu na spacerze.
Kolacja.
Ryba, którą uwielbiał, już nie lubi, bo
ma ości. To nic, że oczywiście ryba przechodzi podwójną selekcję
mamusiowo-tatusiową i żadnych ości nigdy nie było, znalazł sobie wymówkę. Tyle.
I nie je.
Pytam – zjesz parówkę? Ksawek, że on
chce grzankę. Zrobiłam i parówki i grzankę, więc Tata z Mamą zjedli parówki,
Ksawkowi dałam grzankę. Skończyliśmy z Tatą parówki, Ksawek nie tknąwszy
grzanek drze się „ja chcę palówę!”…
Po chwili Ksawek przychodzi do mnie,
mówi, że chce mnie przytulić i mówi „peplasiam, zie nie jem”
... :(
fotoRelacje z dzisiejszego dnia:
Zdecydowanie najulubieńszy z ulubionych –
ŻÓŁTY cinquecento! Codziennie musimy podjechać pod szkołę, gdzie to coś parkuje
;) i „obacić”
A to dzisiejsze chmury, cudne!:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz