Od kilku dni chodzi za Mamą coś dobrego
z wykorzystaniem sezonowych polskich owoców.
Bardzo lubię pichcić, ale ciast akurat
za bardzo piec nie umiem, więc postanowiłam zrobić babeczki. Oczywiście nie
sama piekłam, ale gotowce kupiłam;) takie, żeby nie było w nich mleka (w razie
gdyby Panicz miał ochotę przekąsić) no i zrobiłam:
Mniam! Ksawek ugryzł kawałek, oczywiście
dla niego była wersja bez śmietany i bez owoców :/ czyli same ciacha, ale i tak
zjadł połowę, a resztę zostawił na dywanie…
W ogóle odkąd są te upały Ksawery nie je
kompletnie nic, pije swoje mleko i sok malinowy. Tyle.
Po obiedzie cała rodzina w komplecie
pojechała na Zamek w Rabsztynie zobaczyć turniej rycerski. Mama nigdy nie rozumiała
tych przebieranek, skądinąd wiem, co rycerze robią „poza kamerami” i nie są to często
szlachetne średniowieczne zabawy;)
No ale, dla dobra sprawy, Mama dziecku
postanowiła pokazać rycerzyków i szabelki, słowo się rzekło kobyłka u płotu (na marginesie-Mama już wie, dlaczego kobyłka, a nie koza i dlaczego u płotu, a nie na łące :P)
Poza trampoliną (5 PLN za 5 min! wytłumaczyliśmy
Smykowi, że to jest wyzysk i nabijanie kasy „na dzieci” i że pójdziemy gdzie
indziej szukać atrakcji), nic szczególnie nie wzbudziło Ksawkowego zainteresowania. Ach! Jeden
kram, gdzie były proce, mieczyki, szable
– ogólnie dostępna tandeta odpustowa – ale proce miały doczepiane „futra” zwierząt i Ksawek pogłaskał
proce i mówi „mamusiu! Kup mi tego piesa!”
Pan się zlitował, dał Smykowi mini
szabelkę – uszkodzoną, więc za darmo :/
Ksawek uznał, że mimo małych rozmiarów świetnie się nada to coś na laseczkę do podpierania, tak więc kuśtykał i wbijał w trawę swą nowo nabytą białą broń. Inne maluchy biegały w hełmach i wywijały szablami, atakowały rodziców i wszystkich dookoła, a mój Smyk, pacyfista:
Prowadzący ten turniej, rycerskie/bractwowe
małżeństwo odstawiało jakiś mało zabawny kabaret „z podtekstem”. Ich żarciki
były mocno żenujące i cieszyłam się ze Smykowi też się nie podobało. Powiedział
„Maaamooo! Straszny tu hałas! Ja stąd idę!” No i poszliśmy.
Pojechaliśmy do babusi na jakiś lokalny
festyn. Był dmuchany zamek do skakania, więc radość ogromna (mój Syn znowu lata!)
Ksawek dostał też
od miłej Pani żółtego balonika, wujek
– tata chrzestny kupił 2 żółte autka
dla Smyka i mogło być miło, ale z pewnych względów, o których nie będę tu pisać
nie było miło. Mogę tylko mieć nadzieję, że pokolenie mojego Syna, będzie
mądrzejsze od mojego pokolenia.
Najważniejsze, że Smykowi uśmiech nie
znikał dziś z buzi.
Nowe powiedzonko Ksawka:
„wieś mamusiu, nie kumam tego!” czasem
dodaje „kum kum" :)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz