Moja lista blogów

sobota, 7 lipca 2012

Sobota. Wszyscy razem.


Od kilku dni chodzi za Mamą coś dobrego z wykorzystaniem sezonowych polskich owoców.
Bardzo lubię pichcić, ale ciast akurat za bardzo piec nie umiem, więc postanowiłam zrobić babeczki. Oczywiście nie sama piekłam, ale gotowce kupiłam;) takie, żeby nie było w nich mleka (w razie gdyby Panicz miał ochotę przekąsić) no i zrobiłam:



Mniam! Ksawek ugryzł kawałek, oczywiście dla niego była wersja bez śmietany i bez owoców :/ czyli same ciacha, ale i tak zjadł połowę, a resztę zostawił na dywanie…
W ogóle odkąd są te upały Ksawery nie je kompletnie nic, pije swoje mleko i sok malinowy. Tyle.


Po obiedzie cała rodzina w komplecie pojechała na Zamek w Rabsztynie zobaczyć turniej rycerski. Mama nigdy nie rozumiała tych przebieranek, skądinąd wiem, co rycerze robią „poza kamerami” i nie są to często szlachetne średniowieczne zabawy;)
No ale, dla dobra sprawy, Mama dziecku postanowiła pokazać rycerzyków i szabelki, słowo się rzekło kobyłka u płotu (na marginesie-Mama już wie, dlaczego kobyłka, a nie koza i dlaczego u płotu, a nie na łące :P)





Poza trampoliną (5 PLN za 5 min! wytłumaczyliśmy Smykowi, że to jest wyzysk i nabijanie kasy „na dzieci” i że pójdziemy gdzie indziej szukać atrakcji), nic szczególnie nie wzbudziło Ksawkowego zainteresowania. Ach! Jeden  kram, gdzie były proce, mieczyki, szable – ogólnie dostępna tandeta odpustowa – ale proce miały doczepiane „futra” zwierząt i Ksawek pogłaskał proce i mówi „mamusiu! Kup mi tego piesa!”
Pan się zlitował, dał Smykowi mini szabelkę – uszkodzoną, więc za darmo :/
Ksawek uznał, że mimo małych rozmiarów świetnie się nada to coś na laseczkę do podpierania, tak więc kuśtykał i wbijał w trawę swą nowo nabytą białą broń. Inne maluchy biegały w hełmach i wywijały szablami, atakowały rodziców i wszystkich dookoła, a mój  Smyk, pacyfista: 




Prowadzący ten turniej, rycerskie/bractwowe małżeństwo odstawiało jakiś mało zabawny kabaret „z podtekstem”. Ich żarciki były mocno żenujące i cieszyłam się ze Smykowi też się nie podobało. Powiedział „Maaamooo! Straszny tu hałas! Ja stąd idę!” No i poszliśmy.

Pojechaliśmy do babusi na jakiś lokalny festyn. Był dmuchany zamek do skakania, więc radość ogromna (mój Syn znowu lata!)
Ksawek dostał też od miłej Pani żółtego balonika, wujek – tata chrzestny kupił 2 żółte autka dla Smyka i mogło być miło, ale z pewnych względów, o których nie będę tu pisać nie było miło. Mogę tylko mieć nadzieję, że pokolenie mojego Syna, będzie mądrzejsze od mojego pokolenia.
Najważniejsze, że Smykowi uśmiech nie znikał dziś z buzi.





Nowe powiedzonko Ksawka:
„wieś mamusiu, nie kumam tego!” czasem dodaje „kum kum" :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz