Dziś znowu były zapasy.
Jak trzeci raz Ksawek kazał sobie
podgrzać klopsy myślałam, że oszaleje, ale poszłam i podgrzałam. Wsadziłam
Smyka w krzesełko, co by mi nie uciekł i… znowu powtórka z rozrywki, popatrzył
w talerz, pokręcił się i mówi „dzikuję,
juś nie ciem!” Mama działała jak robot, niczego nie planowałam, tak wyszło.
Cios za ciosem. Powiedziałam Ksawkowi, że musi zjeść i dopiero go wypuszczę i
koniec kropka. Smyk wrzask. Powiedziałam Mu, że sobie może wrzeszczeć ile chce,
ale musi zjeść. Zaznaczam, że to była porcja w zasadzie nie nadająca się na zaliczenie
tego do posiłku – jeden, niecały, mniejszy od kasztana klops! Rzucał się
rzucał, wymyślał, że za zimne, że pić Mu się chce itd. Mama wyszła z kuchni.
Ksawek woła: „juś zjadłem!” No i siłą
nie siłą zjadł.
Ręce opadają…
Po takim dniu czuję się jak po ćwiczeniach
na poligonie i już mam w nosie moje zaplanowane na wieczór dekupażowanie.
Może tylko w końcu skrzynię skarbów
dokończę, bo następny Dzień Dziecka mnie zastanie :/
Robi się i robi i końca nie widać. Jak
przy budowie! Najgorsza wykończeniówka!
A propos budów! oto domek - chyba wszystkie dzieciaki lubią domki, małe i ciasne, żeby się zmieściły one same i misie. U Ksawka w domku są: Teodor, Stefan, Elmo, Snoopy, Fifi, Niuniek i Gaja oraz pan Makaron [surowy], porche i smart oraz naczynia potrzebne do przyrządzania gościom kawy :)
Domek tworzyła Mama, dlatego jest taki toporny i krzywy. Tata buduje fajniejsze rzeczy, no ale jak nie ma Taty trzeba jakoś sobie radzić.
***
Pogoda się zrobiła lekko jesienna,
szaro, buro, ciemno, zimno i leje. Między kolejnymi opadami udało nam się wyjść
na chwile na rowerek, ale znowu zaczęło lać po dosłownie 5 minutach i tyle było
ze spaceru :/
Wieczorem natomiast tuż przed naszymi
oknami pojawiła się przepiękna wielka kolorowa tęcza! Ksawek zachwycony.
Mama
robiła zdjęcia, Smyk też musiał. Coraz częściej wyrywa nam aparaty, tylko te
nasze dość ciężkie i Smykowi trudno skoordynować trzymanie, patrzenie jednym
okiem (tym bardziej, że zawsze jakoś zamyka się to oko, które patrzy w obiektyw
:D ) no i jeszcze trzeba paluszkiem trafić i nacisnąć. I tak specjalnie dla
Smyka Mama wyłączyła autofocusa, bo dziecię musiałoby do tego jeszcze dłużej
przytrzymywać paluszka na spuście migawki. Tak więc wychodzą pięęękne tęczowe fotki:
Ksawek przebiera nóżkami, Mama znowu pyta:
„co tak tańcujesz Smyku?” (Smyk „tańcuje”
jak chce Mu się siku, ale nie ma czasu iść załatwić tej sprawy;)), a Smyk z
szelmowskim uśmiechem: „bo ja śłysię muzikę i tak tańcuję sobie mamusiu!” Cwaniaczek mały! :)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz