Moja lista blogów

wtorek, 17 lipca 2012

Tęcza


Dziś znowu były zapasy.
Jak trzeci raz Ksawek kazał sobie podgrzać klopsy myślałam, że oszaleje, ale poszłam i podgrzałam. Wsadziłam Smyka w krzesełko, co by mi nie uciekł i… znowu powtórka z rozrywki, popatrzył w talerz, pokręcił się i mówi „dzikuję, juś nie ciem!” Mama działała jak robot, niczego nie planowałam, tak wyszło. Cios za ciosem. Powiedziałam Ksawkowi, że musi zjeść i dopiero go wypuszczę i koniec kropka. Smyk wrzask. Powiedziałam Mu, że sobie może wrzeszczeć ile chce, ale musi zjeść. Zaznaczam, że to była porcja w zasadzie nie nadająca się na zaliczenie tego do posiłku – jeden, niecały, mniejszy od kasztana klops! Rzucał się rzucał, wymyślał, że za zimne, że pić Mu się chce itd. Mama wyszła z kuchni. Ksawek woła: „juś zjadłem!” No i siłą nie siłą zjadł.
Ręce opadają…
Po takim dniu czuję się jak po ćwiczeniach na poligonie i już mam w nosie moje zaplanowane na wieczór dekupażowanie.
Może tylko w końcu skrzynię skarbów dokończę, bo następny Dzień Dziecka mnie zastanie :/
Robi się i robi i końca nie widać. Jak przy budowie! Najgorsza wykończeniówka!

A propos budów! oto domek - chyba wszystkie dzieciaki lubią domki, małe i ciasne, żeby się zmieściły one same i misie. U Ksawka w domku są: Teodor, Stefan, Elmo, Snoopy, Fifi, Niuniek i Gaja oraz  pan Makaron [surowy], porche i smart oraz naczynia potrzebne do przyrządzania gościom kawy :)



Domek tworzyła Mama, dlatego jest taki toporny i krzywy. Tata buduje fajniejsze rzeczy, no ale jak nie ma Taty trzeba jakoś sobie radzić.


***
Pogoda się zrobiła lekko jesienna, szaro, buro, ciemno, zimno i leje. Między kolejnymi opadami udało nam się wyjść na chwile na rowerek, ale znowu zaczęło lać po dosłownie 5 minutach i tyle było ze spaceru :/


Wieczorem natomiast tuż przed naszymi oknami pojawiła się przepiękna wielka kolorowa tęcza! Ksawek zachwycony. 




Mama robiła zdjęcia, Smyk też musiał. Coraz częściej wyrywa nam aparaty, tylko te nasze dość ciężkie i Smykowi trudno skoordynować trzymanie, patrzenie jednym okiem (tym bardziej, że zawsze jakoś zamyka się to oko, które patrzy w obiektyw :D ) no i jeszcze trzeba paluszkiem trafić i nacisnąć. I tak specjalnie dla Smyka Mama wyłączyła autofocusa, bo dziecię musiałoby do tego jeszcze dłużej przytrzymywać paluszka na spuście migawki. Tak więc wychodzą pięęękne tęczowe fotki:



Ksawek przebiera nóżkami, Mama znowu pyta: „co tak tańcujesz Smyku?” (Smyk „tańcuje” jak chce Mu się siku, ale nie ma czasu iść załatwić tej sprawy;)), a Smyk z szelmowskim uśmiechem: „bo ja śłysię muzikę i tak tańcuję sobie mamusiu!” Cwaniaczek mały! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz