Moja lista blogów

czwartek, 5 lipca 2012

Jedno oko na Maroko


Każdy z nas ma chyba takie swoje dziwne czasem powiedzonka, używane w innej niż zakładana sytuacji, sens których w danym momencie znają tylko najbliżsi :)
Ksawek dużo ich podsłuchuje, przejmuje i używa mniej lub bardziej logicznie, tak jak Mama :P
Jednym z takich właśnie powiedzonek jest „Jedno oko na Maroko”.
Mama używa tego stosunkowo często, z sentymentu, bo zawsze mnie bawi z powodu pewnej historyjki ze studiów.
Kiedyś, podczas praktyk terenowych na zebraniu organizacyjnym zabrakło jednej osoby. Wpadła zziajana, pod pachą trzymała wielką żółtą płytę/tablicę FOR SALE. Przybiegła prosto z lotniska, a tam pojawiła się prosto z Londynu, skąd wiozła dla kolegi kolekcjonera taką oto pamiąteczkę.
Dziewczyna trafiła akurat do mojej grupy, miała na imię Irena i bardzo żałuję, że nawet nie pamiętam nazwiska. Bardzo ciekawa, pozytywna postać. Jakiś czas potem byłam na jej wystawie świetnej grafiki, tam pierwszy raz paliłam shishę i piłam bombastyczny poncz biały i czerwony zrobiony przez mamę Ireny. Irena była zakochana w MAROKO. Z tym też państwem chciała wiązać tematykę swojej pracy magisterskiej i nigdy nie zapomnę jej pomysłu na temat tejże właśnie pracy naukowej:
„Jedno oko na Maroko”
Czyż to nie urocze :))))))?

Ksawek też lubi to powiedzonko, ale dziś w końcu zapytał:
„Jedno oko na Maloko, a dlugie na co mamuusiu?”
:)


 
Upały męczą nas nadal, Kawuś budzi się coraz wcześniej i dzięki temu możemy wychodzić na spacery już przed 10:00! (jesteśmy wszyscy śpiochami i nocnymi markami- sowami :P)
Smyk ma nowy gadżet rowerowy, idealny na wszystkie spacerowe skarby i oczywiście żółty "jak słonko", bo żółty to ukochany kolor Ksawka:



Codzienny rytuał – nazywanie wszystkich autek na parkingu::





Jedna z Ksawkowych manii – drzwiomania (może klapać drzwiami, bramkami etc. godzinami):




Spiderman (Smyk jest coraz odważniejszy w eksplorowaniu placów zabaw):




Obserwator przyrody:




Obowiązkowa piaskownica (mała chwilka, bo skwar nieziemski):



Po powrocie, Mama chciała zająć czymś Smyka, a sama postanowiła kończyć Skrzynię Skarbów Ksawcia, która miała być prezentem na Dzień Dziecka, ale z braku czasu jakoś nadal skrzynia jest na „linii produkcyjnej”. No i Mama owszem, coś tam zdążyła pomalować, ale…kosztem nowych farbek (zwykłych, zmywalnych), z których nic nie zostało, ścian, stolika, łapek po łokcie...:)
Smyk jak zawsze miał własną koncepcję malowania - moczył chusteczki w farbie i urządził sobie bodypainting!
Był też potem lekki strach, czy aby Smyk nie jest uczulony na żaden składnik farb, ale obyło się bez ekscesów. Było za to szorowanie Smyka i nieudana próba usunięcia brudu zza paznokci :P




Muszę znowu pochwalić Ksawka. Dawno nie przyklejaliśmy i nawet Mama nie wiedziała, że Smyk opanował już tę czynność i jego naklejanie jest całkiem całkiem precyzyjne!




Wspólne popołudnie.
Tata poszedł się użerać z przychodnią, bo znowu robię problemy z wypisywaniem recept na Ksawkowe mleko, my natomiast poszliśmy ZA przychodnię. ZA - ku uldze i uciesze Ksawka, który zrobił już tak zwaną podkówkę i zapytał żałośnie: "Mamusiu, co mi będzie lobić pani doltol?" 
Za przychodnią szukaliśmy wiewiórek, a one jakby po prostu czekały na nas!
Ksawuś poczęstował je swoją bułą, proszę jak wcina!(wiewiórka-oczywiście):






Dziś był bardzo miły dzień! Oby takich więcej! Dobrej nocy wszystkim!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz