Każdy z nas
ma chyba takie swoje dziwne czasem powiedzonka, używane w innej niż zakładana
sytuacji, sens których w danym momencie znają tylko najbliżsi :)
Ksawek dużo
ich podsłuchuje, przejmuje i używa mniej lub bardziej logicznie, tak jak Mama
:P
Jednym z
takich właśnie powiedzonek jest „Jedno oko na Maroko”.
Mama używa
tego stosunkowo często, z sentymentu, bo zawsze mnie bawi z powodu pewnej
historyjki ze studiów.
Kiedyś,
podczas praktyk terenowych na zebraniu organizacyjnym zabrakło jednej osoby.
Wpadła zziajana, pod pachą trzymała wielką żółtą płytę/tablicę FOR SALE.
Przybiegła prosto z lotniska, a tam pojawiła się prosto z Londynu, skąd wiozła
dla kolegi kolekcjonera taką oto pamiąteczkę.
Dziewczyna
trafiła akurat do mojej grupy, miała na imię Irena i bardzo żałuję, że nawet
nie pamiętam nazwiska. Bardzo ciekawa, pozytywna postać. Jakiś czas potem byłam na jej
wystawie świetnej grafiki, tam pierwszy raz paliłam shishę i piłam bombastyczny
poncz biały i czerwony zrobiony przez mamę Ireny. Irena była zakochana w
MAROKO. Z tym też państwem chciała wiązać tematykę swojej pracy magisterskiej i
nigdy nie zapomnę jej pomysłu na temat tejże właśnie pracy naukowej:
„Jedno oko
na Maroko”
Czyż to nie
urocze :))))))?
Ksawek też
lubi to powiedzonko, ale dziś w końcu zapytał:
„Jedno oko
na Maloko, a dlugie na co mamuusiu?”
:)
Upały męczą
nas nadal, Kawuś budzi się coraz wcześniej i dzięki temu możemy wychodzić na
spacery już przed 10:00! (jesteśmy wszyscy śpiochami i nocnymi markami- sowami :P)
Smyk ma nowy
gadżet rowerowy, idealny na wszystkie spacerowe skarby i oczywiście żółty "jak słonko", bo żółty to ukochany kolor Ksawka:
Codzienny rytuał – nazywanie wszystkich autek na parkingu::
Jedna z Ksawkowych
manii – drzwiomania (może klapać drzwiami, bramkami etc. godzinami):
Spiderman (Smyk jest coraz odważniejszy w eksplorowaniu placów zabaw):
Obserwator
przyrody:
Obowiązkowa
piaskownica (mała chwilka, bo skwar nieziemski):
Po powrocie,
Mama chciała zająć czymś Smyka, a sama postanowiła kończyć Skrzynię Skarbów
Ksawcia, która miała być prezentem na Dzień Dziecka, ale z braku czasu jakoś
nadal skrzynia jest na „linii produkcyjnej”. No i Mama owszem, coś tam zdążyła
pomalować, ale…kosztem nowych farbek (zwykłych, zmywalnych), z których nic nie
zostało, ścian, stolika, łapek po łokcie...:)
Smyk jak zawsze miał własną koncepcję malowania - moczył chusteczki w farbie i urządził sobie bodypainting!
Smyk jak zawsze miał własną koncepcję malowania - moczył chusteczki w farbie i urządził sobie bodypainting!
Był też
potem lekki strach, czy aby Smyk nie jest uczulony na żaden składnik farb, ale
obyło się bez ekscesów. Było za to szorowanie Smyka i nieudana próba usunięcia
brudu zza paznokci :P
Muszę znowu
pochwalić Ksawka. Dawno nie przyklejaliśmy i nawet Mama nie wiedziała, że Smyk
opanował już tę czynność i jego naklejanie jest całkiem całkiem precyzyjne!
Wspólne
popołudnie.
Tata poszedł się użerać z przychodnią, bo znowu robię problemy z wypisywaniem recept na Ksawkowe mleko, my natomiast poszliśmy ZA przychodnię. ZA - ku uldze i uciesze Ksawka, który zrobił już tak zwaną podkówkę i zapytał żałośnie: "Mamusiu, co mi będzie lobić pani doltol?"
Za przychodnią szukaliśmy wiewiórek, a one jakby po prostu czekały na nas!
Ksawuś poczęstował je swoją bułą, proszę jak wcina!(wiewiórka-oczywiście):
Tata poszedł się użerać z przychodnią, bo znowu robię problemy z wypisywaniem recept na Ksawkowe mleko, my natomiast poszliśmy ZA przychodnię. ZA - ku uldze i uciesze Ksawka, który zrobił już tak zwaną podkówkę i zapytał żałośnie: "Mamusiu, co mi będzie lobić pani doltol?"
Za przychodnią szukaliśmy wiewiórek, a one jakby po prostu czekały na nas!
Ksawuś poczęstował je swoją bułą, proszę jak wcina!(wiewiórka-oczywiście):
Dziś był
bardzo miły dzień! Oby takich więcej! Dobrej nocy wszystkim!










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz