Pada, leje, kropi, mży.
Na jutro zapowiedzieli w Małopolsce niebezpieczne
zjawiska atmosferyczne. Grrr…
Mama dziś pierwszy raz zaprowadziła
Smyka do salonu fryzjerskiego, niestety, tuż po wejściu Ksawek zaczął wyć,
wczepił się we mnie jak mała małpka i mówi: „idziemy stąd!”
Kolejna próba fryzjerska za tydzień, tym
razem sąsiadka fryzjera przyjdzie do domu. Może się uda :)
Wieczorem niebo przejaśniało, poszliśmy
na spacer na teren byłej fabryki. To znaczy fabryka nadal istnieje, ale na
małej powierzchni, na pozostałej są magazyny, nieużytki, sklepy budowlane itd. Naszym
oczom ukazał się widok absolutnie zaskakujący:
To są sarny! Stadko sarenek, merdały ogonkami
i po prostu się pasły!
Jak to możliwe…nie mam pojęcia!
Zdjęcia dziś niestety tylko z telefonu,
stąd kiepska jakość.
Acha, no i zamieszczam człowieka z
liściem na głowie tzn. dziś Ksawery znalazł listka przypominającego złożoną parasolkę no i cały spacer, mimo braku
deszczu, szedł pod parasolką
Fanatyk cinquecento:




Ja to mam chyba blachary w domu, bo obydwiew za bmw się oglądają ;)
OdpowiedzUsuńPs. Już też Was obserwujemy ;)