Smyk tak bardzo prosił i prosił, że on chce do kolegi iść...
Serce mi już pękało, bo jak mój syn prosi o kontakt z dziećmi to
musi tego na prawdę ogromnie potrzebować. A tu katar Jego, albo inne choroby u
kolegów i tak non stop.
W końcu się udało!
Przed wyjściem mówię: Weź sobie jakieś autko do Kolegi.
Ksawek: nie mamusiu, dziś wezmę sobie żelazko!
Mama: OK...
Mówiliśmy Smykowi, że jak już będziemy na miejscu, to żeby się przywitał
z Kolegą, podał rączkę, na co Smyk stwierdził, że OK, ale najpierw to on się
przywita z wujkiem i z nim się pobawi :)
Wchodzimy, wujek otwieram nam drzwi. Ksawek:
Cieść wujku, czy ja mogę sobie u Ciebie tloszkę poplasować?
:)
Okazało się, że Kolega ma takie samo żelazko, zresztą, okazało się
również, że co najmniej połowę zabawek chłopaki mają identyczne, łącznie z
książeczkami, autkami, a nawet dywanem :)
Ksawek aż dostał wypieków z wrażenia, biegał i krzyczał, że nie
może w to uwierzyć, że w innym domku jest tyle takich samych rzeczy!
Do tego, Kolega jest w wielu kwestiach niezwykle podobny do naszego
Smyka i to ułatwia im kontakt.
Chłopaki też lubią te same zabawy i w pewnym momencie wujek odpalił
dwa odkurzacze i młodzież sprzątała mieszkanie :)
Potem wujek włączył laptopa i.. znowu te same piosenki!! Panowie
pięknie tańczyli i kręcili nawet pupami!
Zanim jednak to nastąpiło, oczywiście były chwile napięcia i
płaczu, ale płakał Kolega. Ksawek się dzielnie trzymał, mimo, że na początku
był jeszcze jeden chłopczyk (brat cioteczny Kolegi), którego Ksawuś troszkę się
bał, bo był strasznie głośny i ruchliwy.
Obserwując sytuację i powoli wycofując się z pokoju dzieci,
zauważyliśmy, że jest OK, i że chęć bawienia się super koparkami i betoniarkami
była na tyle silna, że nie pozwalała na dystans i chowanie się za nogami
rodziców :)
Mało tego wszystkiego, Ksawuś zasiadł do kolacji zrobionej przez
ciocię i jakież było zdziwienie, kiedy wszystko jedzący Kolega zaczął wypluwać
i marudzić, a moje dziecię z szeroko otwartą paszczą zjadło parówkę i ...całą
kromkę chleba z masłem! Szok!!! Do tego wypił pierwszy raz w życiu owocową
herbatkę.
Jak odjeżdżaliśmy, to Ksawek kazał mi też kupić te same paluszki
(których w domu jakoś nie je) i żeby koniecznie były w takiej białej szklance
jak u Kolegi:):):):)
A wujka zaprosił do siebie i dodał, że ma przyjechać z paluszkami.
Ogólnie miód na serce, uśmiech na twarzach rodziców, duma,
radość...
Jak ten nasz Smyk pięknie i mądrze mówi, jak „se” wczoraj chłopaki
pogadali i to głównie naszemu buzia się nie zamykała. Wspaniale jest patrzeć na
swoje dziecko i widzieć to, co chciało się od tak dawna zobaczyć :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz