Moja lista blogów

wtorek, 5 lutego 2013

U kolegi



Smyk tak bardzo prosił i prosił, że on chce do kolegi iść...
Serce mi już pękało, bo jak mój syn prosi o kontakt z dziećmi to musi tego na prawdę ogromnie potrzebować. A tu katar Jego, albo inne choroby u kolegów i tak non stop.
W końcu się udało!
Przed wyjściem mówię: Weź sobie jakieś autko do Kolegi.
Ksawek: nie mamusiu, dziś wezmę sobie żelazko!
Mama: OK...

Mówiliśmy Smykowi, że jak już będziemy na miejscu, to żeby się przywitał z Kolegą, podał rączkę, na co Smyk stwierdził, że OK, ale najpierw to on się przywita z wujkiem i z nim się pobawi :)
Wchodzimy, wujek otwieram nam drzwi. Ksawek:
Cieść wujku, czy ja mogę sobie u Ciebie tloszkę poplasować?
:)

Okazało się, że Kolega ma takie samo żelazko, zresztą, okazało się również, że co najmniej połowę zabawek chłopaki mają identyczne, łącznie z książeczkami, autkami, a nawet dywanem :)
Ksawek aż dostał wypieków z wrażenia, biegał i krzyczał, że nie może w to uwierzyć, że w innym domku jest tyle takich samych rzeczy!
Do tego, Kolega jest w wielu kwestiach niezwykle podobny do naszego Smyka i to ułatwia im kontakt.
Chłopaki też lubią te same zabawy i w pewnym momencie wujek odpalił dwa odkurzacze i młodzież sprzątała mieszkanie :)
Potem wujek włączył laptopa i.. znowu te same piosenki!! Panowie pięknie tańczyli i kręcili nawet pupami!

Zanim jednak to nastąpiło, oczywiście były chwile napięcia i płaczu, ale płakał Kolega. Ksawek się dzielnie trzymał, mimo, że na początku był jeszcze jeden chłopczyk (brat cioteczny Kolegi), którego Ksawuś troszkę się bał, bo był strasznie głośny i ruchliwy.
Obserwując sytuację i powoli wycofując się z pokoju dzieci, zauważyliśmy, że jest OK, i że chęć bawienia się super koparkami i betoniarkami była na tyle silna, że nie pozwalała na dystans i chowanie się za nogami rodziców :)

Mało tego wszystkiego, Ksawuś zasiadł do kolacji zrobionej przez ciocię i jakież było zdziwienie, kiedy wszystko jedzący Kolega zaczął wypluwać i marudzić, a moje dziecię z szeroko otwartą paszczą zjadło parówkę i ...całą kromkę chleba z masłem! Szok!!! Do tego wypił pierwszy raz w życiu owocową herbatkę.
Jak odjeżdżaliśmy, to Ksawek kazał mi też kupić te same paluszki (których w domu jakoś nie je) i żeby koniecznie były w takiej białej szklance jak u Kolegi:):):):)
A wujka zaprosił do siebie i dodał, że ma przyjechać z paluszkami.
Ogólnie miód na serce, uśmiech na twarzach rodziców, duma, radość...
Jak ten nasz Smyk pięknie i mądrze mówi, jak „se” wczoraj chłopaki pogadali i to głównie naszemu buzia się nie zamykała. Wspaniale jest patrzeć na swoje dziecko i widzieć to, co chciało się od tak dawna zobaczyć :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz