Po kolejnej wizycie u
psychologa, pojechaliśmy ze Smykiem na obiad i na zakupy do Ikei.
Cisza, spokój, wszystko
pięknie poukładane, żadnych braków – ekstra! :) Restauracja też w sumie spoko - ceny niskie, jedzenia do wyboru do koloru, dla dzieci zestawy po 5,9 PLN (mięsko, ziemniaki/frytki, jarzynki i sok) - zazwyczaj bylismy tam w weekend, więc różnica ogromna... ale o tym później...
Nasze dziecko się
zmienia, a nam się uśmiechy poszerzają :),
Nawet pani psycholog
chyba widzi, że nasze spotkania są raczej potwierdzeniem słuszności naszych
wychowawczych „trików”, nadawaniem kierunku i ewentualnie drobnymi
podpowiedziami. Smyk na prawdę się zmienia, wszystko idzie ku lepszemu.
Ostatnio spróbował
kilka zupełnie nowych smaków. Może to nic takiego dla normalnie jedzących
dzieci, ale kiedy powiedziałam psycholożce (!?tak się mówi..? :/), że Ksawek zjadł ostatnio kilka tik
taków, polizał lizaka, zjadł barszcz czerwony, kolację u kolegi i połowę podanego
ciasta u sąsiadów – była zachwycona nie mniej od nas :):)
Nasze spotkania na
chwile obecną są już coraz rzadsze, kolejne mamy za 2 miesiące.
Dziś była z nami jakaś
stażystka i Ksawuniek świetnie się z nią bawił w różne gry edukacyjne. Mówi już
bardzo bardzo ładnie, zrozumiale, wyraźnie, coraz częściej wymawia „R” więc
dogada się już z każdym.
Mało tego, stał się
takim trochę żartownisiem i kłamczuchem/udawaczem! Do tego, odkąd
wprowadziliśmy pewne zmiany w wychowaniu naszego syna – stał się hm.... hałaśliwym
łobuzem?! Tak! Uczymy Go krzyczeć, chlapać, biegać, głośno śpiewać. Wczoraj
grał u dziadków na pianinie elektrycznym i musiał bardzo głośno śpiewać, bo
chciał się popisywać, a prababcia – główny widz – kiepsko słyszy ;) Matko jak
Smyk potrafi! Jaki ma głos!
Dziś w Ikei przechodził
sam siebie, nic sobie nie robił z dzieci, ludzi, zjadł obiad, był śmiały, wręcz
nachalny i niegrzeczny. Wszędzie właził, wszystko otwierał, szantażował nas
(akurat z tego nie cieszymy się wcale), a w pewnym momencie wygłupialiśmy się,
On się schował, ja Go znalazłam, a On do mnie: JA TU ZĄDZĘ!
KONIEC I KLOPKA!:)
A jak Mu zabierałam
wózek to mnie gonił i robił groźną minę, pokazywał mi ręką stop i krzyczał: STOP STOP STOP! Tu jest zakaz wjazdu dla Ciebie Mamo!
Podsumowując,
spędziliśmy dziś bardzo fajny dzień, Ksawek padł jak kawka w aucie (w trakcie jedzenia biszkoptów).
Aaach! No i
najważniejsze! Jak niewiele trzeba! Mama zarządziła, że nie będziemy już czekać
ani dnia dłużej i musimy w końcu kupić Smykowi stół i krzesła. Szał! Po prostu szał!
Ksawuniek mówi, że ma
teraz swoje biuro i siedzi przy stoliku non stop :) Ma nareszcie swój prywatny
kącik, swoja lampkę, a nie tak byle jak i byle gdzie. Jakoś udało się
wygospodarować odrobinę miejsca, pokój się rozciągnął ;)
nowe słówka:
patelnica - patelnia
wujek czesny - chrzesny (pomijam fakt, że pomylił wujków i innego bierze za swojego chrzestnego ;])





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz