W sobotę Smyk
uczestniczył w zajęciach adaptacyjnych w nowym przedszkolu.
Odbyło się to zupełnie
inaczej niż w, poprzednim.
Pani wydaje się być
doświadczona i pewna siebie, przejawia oznaki kontroli nad grupą, sama wychodzi
z inicjatywą usamodzielniania się dziecka, separuje dyskretnie od rodziców
(ściślej mówiąc zamknęła nam drzwi przed nosem po godzinie podglądania przez
nas grupy ;P).
Bardzo mi się podobało
jak sama zabrała Ksawka na siku, poradzili sobie ze wszystkim, Pani Mu pomogła,
tak jak bym sobie tego życzyła, wymyli rączki itd. Na deserek był owoc, nie
żadne syfne wafle z biedronki, do picia woda mineralna niegazowana :) Nie to,
żebym była zwolenniczką blanszowanych marchewek w zamian za gorzką czekoladę
dla mojego dziecka, ale cieszy mnie to, że raczej są ostrożni i uważają na to,
żeby potem żaden rodzic nie miał pretensji (w poprzednim super ekstra
najlepszym tutaj przedszkolu prywatnym dzieci dostały zlewkę zimnej
herbaty/popłuczyn i górę resztek ciastek i wafelków przeróżnych).
Smyk był zachowawczy,
wg Pani był obserwatorem, jej pomocnikiem w organizowaniu zabaw dla innych
dzieci, sam jednak nie uczestniczył, ale też nie uciekał. Wg Pani jest to etap
wchodzenia w grupę. Dodała też, że Smyk ma ogromną wiedzę :)
(faktycznie mimo oporów
przed nową grupą nie mógł się powstrzymać i pięknie odpowiadał na pytania o
kolory, liczby, cyfry, kształty). Mało tego, Smyk po 1 zajęciach liczy po
angielsku do 5 :)

super i cieszę się bardzo!
OdpowiedzUsuń:)
Usuń