Moja lista blogów

wtorek, 12 lutego 2013

Kuchenne rewolucje




 Kolejny koszmarny dzień walki o jedzenie.
Od kilku dni nie pozwalamy Ksawkowi pić mleka w ciągu dnia.
Spodziewałam się jakiejkolwiek reakcji, niestety, nie było.
W końcu też z braku sił i chęci podjęłam decyzję, że albo będzie jadł to co my, ale się zagłodzi.
Właśnie przestałam gotować osobno dla Smyka. Mam powyżej uszu gotowania codziennie rosołku (bez selera, bez marchewki, bez pietruszki zielonej, bez przypraw) i wylewania go w kanał. Słabo mi się robi jak codziennie wyciągam makaron literki i gotuje i połowę wyrzucam.
Mam dość smażenia codziennie na kolacje paluszków rybnych lub schabowego.
Wojna. Wojna z demonami.
Dziś działy się dantejskie sceny.
Zrobiłam barszcz czerwony z ziemniakami. Ksawek oczywiście powiedział, że nie znosi tej zupy i nie będzie jadł ziemniaków, bo nie lubi. Oczywiście on nie ma prawa pamiętać jak smakuje burak lub ziemniak, bo ostatnio je jadł 2 lata temu.
Każdy mój obiad jest przełykany w stresie, w pośpiechu, zimny lub bez smaku (z nerwów).
Dziś nie było inaczej.
Najpierw, że nie umyje rączek, potem, że zje, potem, że nie zje. Nalałam na dno, dałam odrobinkę ziemniaków, bez zieleniny. Mówię, pomocz język, weź jedną łyżeczkę i sprawdź jak to smakuje. NIE. Odwraca głowę itd.
W końcu wyprosiliśmy Go do pokoju. Szał. Darcie. Krzyki. Kopanie. Tupanie. I tak pół godziny.
Wytrzyj mi nosek, przytul mnie, będę jadł, nie będę jadł i tak w kółko. Tata dziś okazał się słabszy, nie widzi tych scen na co dzień. Smyk to wyczuł i non-stop wołał Tatę. Tata stoi i powtarza Ksawkowi 10 x pod rząd – jak się uspokoisz to porozmawiamy – mówię, powiedz raz i wyjdź, nie dyskutuj.
Obiad – mój i Taty – masakra – przełknięty w nerwach i krzykach. Tata nawet nie dodał pieprzu jak zwykł to robić, więc na pewno było Mu obojętne co je.
Te wszystkie żywieniowe urojenia Ksawka trują naszą rodzinę.
Wyszłam z kuchni, musiałam się położyć. Ksawek postanowił zjeść. Ponownie. Poszli z Tatą do kuchni. Jak zwykle kilkukrotne podgrzewanie w mikrofali (czas spożywania posiłku przez Smyka powoduje, że zjadałby tylko zimne posiłki). Zjadł. Zjadł prawie wszystko. Mało tego, zjadł ponoć z ziemniakami! I to takie niedokładnie rozgniecione, z „grudkami”!!! i nie zwymiotował!
Na drugie zrobiliśmy razem ze Smykiem – kopytka. Smyk sam robił „węże”, sam uklepywał, kroił (sprawniej niż Mama, bo Mama ucięła sobie czubek kciuka). Do tego dla Ksawka zrobiłam kotleciki z polędwicy wieprzowej w sosie własnym. Rozpływały się w ustach. Ksawek zobaczył na talerzu 1 kopytko, kopytek (?!) i malusiego kotlecika i od razu NIE! Nie będę jadł. Wyszedł. My zjedliśmy. Wrócił, powiedział, że zje kotleta. Ogrzewanie w mikrofali. Zjadł 1,5 kotleta.
Na kolacje zjadł 4 grzanki!
Wczoraj zjadł jajecznice z 2 jajek!!! (jajecznice zjadał od czas do czasu, tak ok. 2-3 razy w miesiącu i max zjadał połowę z jednego jajka, a najlepiej tylko z żółtka).

Może takie metody zadziałają? Skoro nic nie działa to i tak nie mamy innego wyjścia.

Wieczorem oglądaliśmy książeczkę pt. UGOTUJ MI MAMO!  Booooże! Tyle możliwości przeróżnych pięknych, kolorowych, zdrowych przekąsek, dań... alergia nie jest przeszkodą!
Gdyby tylko chciał spróbować...
Obiecał mi się spróbuje, zobaczymy.
Jeśli nie, nie wiem co będzie. Za jakiś czas trzeba będzie pobrać Mu krew i zobaczyć, czy to możliwe, żeby nadal zdrowo funkcjonował.


3 komentarze:

  1. trzymam kciuki za wytrwałość!(ona jest chyba najważniejsza z jedzeniem) u nas też czasami są akcje obiadowo, śniadaniowe i staramy się nie ulegać. Oby było już tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Dusia, oby, bo powoli wszyscy wariujemy :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie poddawaj się, nie ulegaj, jak widać, kiedy nie ulegniesz małemu to zjada wszystko :) Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń