Od wielu tygodni,
większość posiłków wygląda tak:
Mama/Tata:
Co zjesz n
śniadanie/kolacje ? A czy B? (zamiennie C czy D)
Ksawek: chcę A!
Siada, dostaje talerz z
A, patrzy i mówi:
Yyyy, Juś nie jestem
głodny / nie smakuje mi / ja tego nie lubię / chciałem B/C/D, a nie A!
Zazwyczaj kończy się
tym, że kręci się śpiewa, gada, wylewa, rozsypuje, wszystko stygnie itd. – zero przełkniętych kęsów.
Tłumaczyliśmy mu milion
razy, że jak coś chce, to musi zjeść, że nie można mówić zrób mi herbatę, parówkę
itp. A potem nawet tego nie tknąć!
Dziś Mamie puściły
nerwy, wydarłam się tak, że mnie gardło rozbolało. Postawiłam wszystko na stole
i wyszłam zostawiając wyjące dziecko. Ma siedzieć dopóki nie zje. Masakra. W
międzyczasie - właśnie słyszę:
Goląca helbata!!!,
palówka ziiimna! Mamo ja kaszlę! Paplochy! Skóra!
W końcu –
MAMO! Zjadłem!
Czy to sukces...? Zjadł
¼ parówki i ...wow! pół kromki chleba!!!! :D
No. Siłą trzeba :)
Wylizany talerz! Chyba
pierwszy raz to widzę! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz