...z rąk.
Jejku, co za dzień! Najpierw wysypałam całe opakowanie
pieprzu (na szczęście nie mielonego, ale i tak zbieranie małych kuleczek nie jest fajne), potem przypadkiem
zamiast szczypty soli wsypało mi się połowę ikeowego słoiczka, no i gotowanie makaronu
dla Smyka od początku.
Potem wylewając wodę czarną od płukania pędzli Ksawka rozbryzgało
się to na połowę kuchni…
Położyłam sobie na
sofie karty SD. Jedną wcięło kilka sekund po tym jak się przez sofę przewinął Młody.
Dialog:
Ja: brałeś kartę do aparatu, tu taka leżała przed chwilą?
K: tak, blałem
Ja (uff): no to gdzie jest?
K: nie wiem, przecieś nie blałem
Ja: ..(piana)
Szukałam szukałam, nie ma! Po prostu nie ma! Zapadła się pod
ziemię.
Od godziny ok. 14:00 na podłodze w pokoju Ksawka nie ma
kilku centymetrów wolnego dywanu. Wywalił kilka szuflad zabawek, tak, o, po
prostu, sam nie wie po co.
Chodzi po tym, kopie, przesuwa, na moje prośby posprzątania
reaguje z uśmiechem, że oczywiście, poprosił o pomoc, stwierdziłam, że jak
zacznie chociaż i zrobi cokolwiek sam, to Mu pomogę. Kilka razy robił na
odwrót, mieszał zabawki itd.
Poszłam koordynować.
Ja: wyciągnij gwiazdkę z wiaderka
K: jaką gwiazdkę?
J: leży przed Tobą (w wiaderku była tylko ta gwiazdka i
kilka zwierzątek, nie można było jej nie widzieć)
K (grzebiąc mieszając itd. Wkłada głowę do wiaderka..): nie
ma gwiazdki!
Ja: (wzbiera we mnie złość, a chęć pomocy oddala się)
wyciągnij tą gwiazdkę jeśli chcesz, żebym Ci pomogła
K: ale jaką gwiazdkę?...
Wyszłam z pokoju.
Minęło kilka godzin, bałagan jaki był taki jest. Boli mnie,
bo nie znoszę bałaganu, ale będę konsekwentna.
…Przed minutą Ksawek przyniósł mi kartę SD. Pytam gdzie
była, a On na to:
U mnie, na dywanie.
Ja wymiękam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz