Moje
dziecko wszędzie czuje paprochy...w każdym jedzeniu są „paplochy”.
Tylko w mleku nie ma.
Jego
jedzeniowe fanaberię odbierają chęć do wszystkiego. Mam tego po
kokardki! Jestem strzępkiem nerwów, brak mi już siły, inwencji,
cierpliwości. Ksawek dzisiaj zrobił ze mnie emocjonalną miazgę.
Jestem
tak zmęczona, jak po całym dniu chodzenia po górach. Nic mi się
nie chce. Najchętniej poszłabym spać.
Albo
żeby On poszedł. Wczoraj gdzieś przeczytałam wypowiedź jakiejś
mamy, o tym, że jej 4letnia córka nadal śpi w ciągu dnia do 3
godzin!!! i ta mama również dodała, że w sumie to jej wszystko
jedno, bo ona i tak pracuje po 12 godzin i dziecka nie widzi, ale
chociaż w weekendy ma spokój i czas dla siebie :/
Tak
to ja mogę mieć i pięcioro!
Smyk
jadł dzisiaj śniadanie prawie godzinę. W sumie, to przesada
zarówno nazywać to śniadaniem i użyć słowa „jadł”. Robił
mnie w balona, żeby jak najdłużej oglądać bajkę (uprzedzam
wszystkich, którzy myślą, iż nie znam idealnej, książkowej
metody wychowawczej zabraniającej podczas posiłków odwracania
uwagi dziecka od jedzenia – ŻE JĄ ZNAM! Ze słyszenia!I
zapewniam, że gdyby moje dziecko zjadło przy bajkach 2 razy więcej
niż bez to bym Mu puszczała bajki non stop. U nas nic nie działa).
Dzisiaj podczas jednego śniadania było:
siku,
2 x podgrzej-zimne, dodaj mi biszkopcika, podmuchaj bo za gorące,
chcę herbatki, wytrzyj mi łyżeczkę bo się pobludzila, wyciągnij
mi „paplochy” (po posypaniu na prośbę zainteresowanego
biszkoptem), wypluwanie na chusteczkę „paplochów” i kilka
chwil jęków, płaczu, zakończone histerią trwającą 20 min.
Tata
po weekendzie stwierdził, że zniesie dużo, ale nie może sobie
poradzić nerwowo z obiadami...On też wymiękł już na dobre.
Wczoraj
też stwierdziliśmy, że nasze dziecko świetnie już
potrafi mówić o swoich emocjach i potrzebach: jestem zły,
zmęczony, śpiący, za gorąco mi, zimno itd.
Jednego
nie mówi – że jest głodny...Kiedykolwiek się Go nie zapyta czy
jest głodny, odpowiedź jest zawsze jedna – NIE.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz