Listopadowo.
Do tego
doszło przeziębienie i Taty i Smyka. Smyk od urodzenia nie chorował. Raz miał 1
dzień wysoką temperaturę i 1,5 roku temu przed wyjazdem nad morze miał katar. Tyle.
Tak więc dziś jak się obudził i jęczał przez nos to mnie dreszcze przebiegły.
Raz, że latka Mu lecą,
a ja nie znam się na dawkowaniu leków dla obecnej grupy wiekowej, dwa nie mam
leków, bo się te „w razie gdyby” przeterminowały i powywalałam, a pogoda taka,
że nie wyjdę z Nim nawet do sklepu czy apteki, więc przymusowe siedzenie w domu
z zasmarkanym Smykiem, trzy – sąsiadka, z którą się w końcu umówiłam, po 3
latach, nie przyjdzie, bo i mój prycha i jej prycha i gorączkuje, cztery –
dziadziuś jutro do nas nie wpadnie, bo miał nam kleić tapetę, no a tapety jak
wiadomo niet, więc wizyta przełożona, pięć
- Tata wraca coraz później (przez pogodę i dodatkowe rzeczy do załatwiania po
pracy, których my z Ksawkiem nie damy rady załatwić - bynajmniej nie z innej
przyczyny) – reasumując - umieramy z nudów.
Za to wieczorami,
oczywiście nie wiem co mam robić, bo chciałabym wszystko na raz.
Zapas materiałów do
decu w zastraszającym tempie mi maleje :/ mimo 2 sporych „dekuszopingów” kilka
dni temu. No i włosy tracę, chyba muszę pracować w czepku, bo już 3 razy
przykleiłam się do wiszących nade mną schnących bombek i moje długie włosy
poniosły znaczne straty.
Kolejna pożyczona
książka ma jakieś 5 cm
grubości.
Sterta prasowania ma
więcej niż 5 cm
grubości ;) a jutro będzie miała drugie tyle, bo właśnie pralka skończyła prać.
No i kilka fajnych
pozycji w programie TV, a zaległości na necie...uuuhuhuhuuu.
Koniec roku też zbliża
się, trzeba by się było w końcu zebrać do stworzenia kolejnej fotoksiażki dla
Smyka, no i jakieś zdjęcia z tego roku wywołać, a wybrać i przygotować coś z tego ogromu zdjęć to robota na kilka tygodni. Lista prezentów dla Ksawka też
by się przydała, w końcu będzie teraz okazji, a okazji...
Matko, właśnie mi się
przypomniało, że miałam w tym tygodniu umówione wstępnie 2 spotkania w sprawie noo, powiedzmy realizacji naszych marzeń.
Ech...póki co idę
sprawdzić czy znowu wygraliśmy skumulowane miliony.
Dobrej nocy wszystkim!
Ps. Zapomniałam wspomnieć
o suszarce – w sobotę myślałam, że umarłam...susząc włosy ok. godziny 2:00 w
nocy, usłyszałam huk, potem zobaczyłam płomienie, rzuciłam suszarkę
i...ciemność. Okazało się, że spalona suszara wywaliła nie tyle korki w
mieszkaniu co w ogóle odcięło prąd. Dobrze, że tylko w mieszkaniu, bo było tak
ciemno na osiedlu, że już myślałam, że całe osiedle odłączyłam od zasilania :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz