Dziś Dziadziuś Z. zrobił
nam bardzo miłą niespodziankę!
Przyjechał na nasz
wygwizdów, spędził z nami pół dnia i Smyk o mało gorączki nie dostał z
wrażenia. Ileż radości, ileż zabawy...! To niezwykłe jak dziecko potrzebuje
kontaktu z innymi bliskimi osobami. Wspaniale się bawili, a Mama mogła wyjść
spokojnie do sklepu (bo już miałam wizję przymusowego spaceru z kichającym i
kaszlącym od rana Ksawuśkiem), spokojnie ugotowałam 2 obiady, posprzątałam,
wypiliśmy wszyscy kawki i herbatki, szkoda, że teraz tak rzadko spędza się
razem czas...
Ksawuś oczywiście
dostał prezent, przekazany przez dziadziusia od cioci – cudowna książeczka o ruchu drogowym,
w której jest zamontowana sygnalizacja świetlna. Sygnalizacja po naciśnięciu odpowiedniego
koloru świeci! Szał! Teraz jak Mama chce wejść/wyjść z pokoju, kuchni,
łazienki.. muszę poczekać, aż mi Smyk zmieni na zielone <rotfl>
To był bardzo miły
dzień! Tak dla miłej odmiany cholernego listopada!
***
Mama zrobiła Smykowi
kolejną ciepłą herbatkę, Po 30 min, znowu niewypiwszy, mówi:
K: Zlób mi świeziej!
M: ok
K: tylko nie podgzewaj, i
nie dodawaj miodu!
M: ok
Mama idzie do kuchni i
podgrzewa z lenistwa w mikrofali. Wbiega Smyk i grozi mi paluchem:
Mówiłem Ci!
Chcę świeziej! I pamiętaj!!! Bez miodu!
Mama podsmaża kurczaka,
Ksawek woła: Maaamo! No to lecę do Niego, a On:
(nasłuchuje co w kuchni
„piszczy”, pomyliły Mu się dźwięki):
K: ciemu nie ościendzasz
wody..? (myślał, że
przybiegłam, nie zakręciwszy wody...)
Terrorysta! ;]
(samoloty autorstwa Tatusia)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz