Moja lista blogów

środa, 7 listopada 2012

Apogeum jesiennej nudy


Ten, kto wymyślił listopad, krótkie szare, mokre dni, ten chyba miał zdrowo nierówno pod sufitem.
Dzisiaj już nie wiem jakich słów użyć, żeby określić to, co chciałabym na ten temat dosadnie wyrazić.
Mam tak dość, że moim największym dziś marzeniem jest wyjść do najdroższych na świecie osiedlowych delikatesów i kupić mięso na jutrzejszą zupę dla Ksawka.
Czekam z największą niecierpliwością na powrót Taty.
Ile można siedzieć zamkniętym w domu, w obcym mieście, z dzieckiem póki co bez perspektyw na normalne przedszkole?
Można pewnie wiele, ale ile można, żeby nie zwariować?...
A może ja już dawno stan zwariowania mam za sobą? Całkiem możliwe.

Zakatarzone dziecię łazi za mną krok w krok i jęczy. Próba zajęcia Go czymkolwiek kończy się maksymalnie 2 minutami zainteresowania. Tu akurat zakatarzenie nie ma znaczenia, bo tak jest zawsze. Nic, kompletnie nic już Go nie interesuje, malowanki, kolorowanki, wyklejanki, budowanie, układanie, memory, tablica, bajki na rzutniku, piłki, miski, książki... Dzisiaj nawet resoraki i bajki w TV ma w głębokim poważaniu.

Jest tak nudno, że mój niejadek zapytał czy może drugi raz zjeść obiad (!?!), dla zajęcia czasu poszedł też zrobić osobno siku, osobno kupkę. Poważnie!

Oddajcie nam ciepło, słońce i długie spacery!!!!!!!!!!!!!!!!!

Gdybym mieszkała w normalnym mieście, mogłabym wyjść wieczorem gdziekolwiek, choćby do kina, do galerii, do muzeum, do knajpy, do znajomych, odreagować, a tu...? Pójdę sobie po mięso, jeszcze tylko 2 godziny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz