Nie przypominam sobie
żadnego poniedziałku, który znalazłby się w kategorii „udane dni”.
Czy dzień tygodnia może
wiedzieć, że ludzie go nienawidzą i odpłacać się tym samym? Hmm..
Poniedziałki, plus
obrzydliwa listopadowa pogoda (wieje, leje, szaro-buro) plus zajebiście krótkie
dni i rolety opuszczone przez zdecydowaną większość doby równa się...
#@$%!#@%^#@$&*$
Dobrze, że czasem bywa
bez połączenia z PMS.
OSZALEĆ I ZWARIOWAĆ
MOŻNA!
Ps. Na tym zadupiu nie
mam jak kupić tapety! Albo sklepy są otwarte do 17stej jak większość tutaj,
albo do wyboru mam 5 tandetnych oblatanych wzorów! Nie ma tu OBI, PRAKTIKERA,
LEROY, CASTORAMY... masakra jakaś! Nie
ma tutaj też komunikacji miejskiej na tyle rozwiniętej, żeby w ogóle gdzieś dojechać!
Noo, może podjechałabym
100 m,
żeby potem drałować kolejne 2000
m, gdyby moje dziecko nie dostawało histerii na samą
myśl o autobusie.
Tata wraca zdecydowanie
po 17stej no i jesteśmy w dupie.
Przepraszam dziś za
wulgaryzmy. PONIEDZIALEK.
Musze koniecznie nabyć tę bluzkę:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz