Wychodzimy na spacerek, oczywiście
sytuacja średniokomfortowa – jedna warstwa, druga, trzecia, Mama buty, jedną
ręką swoją (nową) czapkę, drugą Smykowi kurtkę, szybko szybko, bo gorąco. Mama pochyla się
nad Smykiem, żeby ubrać Jemu czapkę, nagle czuję ciepłą rączkę, która mnie gładzi
po głowie i buzi, odwieszam się z tego pośpiechu, patrzę Smykowi w oczy, a On
się uśmiecha i mówi do mnie:
„Mamusiu! Jesteś
ślićna w tym!”
Wzruszenie to zbyt słabe określenie, co można czuć w takich chwilach.
KOCHAM całą sobą, nad
życie i wszystko co jest mi drogie!
***
A dziś wtulony we mnie, mizia mnie rączkami wsadzonymi w moje rękawy, tańczyliśmy tańca przytulańca..
Syn. Synuś. Syneczek…Moja
miłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz