Jesień pachnie na wiele sposobów. Dziś pachniało deszczem i farbami plakatowymi.
Długie popołudnia zbliżają się wielkimi krokami, wcale mnie-Mamie, kolejny rok
przedszkolny siedzącej w domu, się to nie uśmiecha…:/
Zimno mi w nocy, nie idę z mokrymi
włosami spać - to kolejny znak, że lato już za nami.
Mam wrażenie, że jeszcze się nie
zaczęło, dopiero kupowałam Smykowi szorty, ileż razy w nich był? A tu trzeba
już szukać znowu nowych kurtek, butów, czapek.
Swoją drogą dzieci mają fajnie, nigdy
chyba nie znudzą się swoją garderobą, co sezon to nowe ciuszki ;)
Dzisiaj zrobiliśmy ze Smykiem „laurkę”
dla Taty, fajne było to, że faktycznie, Ksawek odwalił sporą część roboty, a
nie tylko się patrzył :P
W niedzielę wybraliśmy się do Muzeum
Lotnictwa, jednak niebo i apokaliptyczne czarne chmury pokrzyżowały nam plany. W
końcu udało nam się w zamian odwiedzić chrzestną Mamy, a ponieważ ma ona dwóch wnuków,
zatem Młody miał się czym bawić – resoraków było pod dostatkiem! :)
W drodze do celu zasnął z biszkoptem
w buzi (obudziłam Go, żeby wypluł i spał dalej :))
Pasja motoryzacyjna Smyka nasila się.
Poza markami aut, rozpoznaje modele, niczym innym się nie bawi, a spacery ograniczają się ostatnio do
chodzenia od parkingu do parkingu.
Zresztą – oto autko, które dostał jak
miał 11 miesięcy i do dziś przemieszcza się nim po domu i non stop caluśki czas
w zasadzie siedzi na nim, albo parkuje tyłem jak tatuś, albo miga awaryjnymi,
albo stoi za szlabanem (kij od mopa) bo jedzie pociąg, albo…zmienia markę
swojej bryczki. Dziś stwierdził, że będzie TAXI-SKODĄ i takież symbole kazał
sobie wydrukować. Podziękował drukarce jak zawsze i sam nakleił wszystko tam
gdzie chciał. Mama tylko wycięła i podkleiła dwustronną taśmą do dywanów:
To autko kocha bardziej niż
czekoladę, Kiedy już nie mając siły i weny (dziecko zjadło rano troszkę mleka,
potem zupę pod przymusem i to tylko dlatego, że każda łyżeczka to była inna
historia o aucie – jaka marka, kto w nim siedzi, czy gra muzyka, czy ma
przyczepkę etc.) do wieczora nic nie chciał zjeść tylko znowu pił, tak się
wkurzyłam, że zagroziłam, że wyniosę auto do piwnicy. Młody po 4 podejściach i
kombinacjach i płaczu – że on zje, ale nie na tym krzesełku, nie w kuchni, ale
w pokoju, nie na tym talerzu tylko na żółtym – ZJADŁ 1/5 kanapki (kromka z
minimalną warstwą masła i wędlina dla dzieci gotowany kurczak) pokrojona tak,
że tworzyła uśmiechniętą buzię (a jakże! Czasem i tego się łapię jak tonący
brzytwy). SUKCES! Chociaż wiem, że
zrobił to tylko dla autka. Wiem też, że umie gryźć, połykać, nie wymiotuje po
wszystkim tak jak twierdzi, nie ulewa Mu się… JAK MOŻNA W OGÓLE NIE CZUĆ
GŁODU???
Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem. Tylko
jestem tym tak bardzo zmęczona…
Dziś Ksawek do Mamy:
"yhhmm, nie umiem Ci teraz odpowiedzieć na Twoje pytanie mamusiu!"




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz