Dziś był długo wyczekiwany przez Smyka
dzień. W końcu udało się zaprosić koleżankę-sąsiadkę do nas do domu. Ksawery
pierwszy raz w życiu miał swojego własnego Gościa, a mama pierwszy raz wcieliła
się w rolę opiekuna innego dziecka i zarówno Gospodarza :)
Mam nadzieję, że nie dałam plamy, a
traktowałam po prostu Dziewczynkę tak, jak chciałabym, żeby traktowano u kogoś
mojego Synka. Przyznam szczerze, że zdecydowanie najtrudniejsze jest
zakończenie zabawy;)
Wiele kwestii jest jeszcze przede mną,
ale dziś uratowała nas Mama Dziewczynki, bo podała konkretną godzinę, o której
Córcia miała wrócić do domu. Inaczej nie wiem co musiałabym i jak powiedzieć,
żeby jakoś uprzejmie przerwać zabawę.
Dziewczynka była baaardzo miła,
cierpliwa, domyślna i grzeczna. Mimo 6 lat różnicy niezwykle ładnie bawiła się
z Ksawkiem i przez to zapewne, ku zaskoczeniu Mamy – Smyk również pięknie się bawił,
komunikował, dogadywał i rozmawiał, ale i wyrażał własne zdanie (może czasem zbyt
uporczywie, ale to ma po Mamusi ;) )
Np. włączał radio i ciągle kazał
Dziewczynce tańczyć :):) dobrze, że Ona kocha taniec i chętnie pląsała dla Ksawka :)
Smyk bardzo szybko się znudził
towarzystwem, niestety… Po ok. 30 min. Powiedział:
„jestem męciony, ciem zieby (tu pada
imię) sobie juś pośła!”
Mama – konsternacja, zakłopotanie,
jąkanie, ale Dziewczynka jakby niewzruszona po prostu sprytnie wymyślała inne
zabawy by zaciekawić Smyka i wcale nie miała ochoty wracać do domu :D
A tu STRAŻAK SAM --->
POWIEDZONKA:
„Mamusiu mam PSIOCHA w oćku!” – czyli,
że ma śpioszka :P



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz