Pierwsza stadnina mniejsza, taka
lokalna, bardzo przyjemna, agroturystyka.
Nie byliśmy długo, bo chyba odbywały się
tam poprawiny wesela polsko-brytyjskiego i wszędzie byli skacowani goście, a
konik jeden i to przez chwilkę.
Kolejny punkt to stadnina koni przy Polu
Golfowym.
Fajnie, bo można było wejść do stajni w
trakcie posiłku koni, zobaczyć ich „myjnie” i kosmetyki. Umaszczenie koni –
piękne. Każdy inny. Biały ze zdjęcia wyglądał jak koń-widmo, calusieńki biały,
ale Tata zauważył, że faktycznie, przeraźliwie chudy. Mam nadzieję, że w takich
ośrodkach często są kontrole weterynaryjne. Sprawdzę.
Samo Pole Golfowe i cała infrastruktura,
zabudowa – robi wrażenie :) wypasik.
Tata zmierzył odległości między równiusieńko
zaparkowanymi melexami, były zaparkowane FAKTYCZNIE równiusieńko :D
Powinni wypożyczać te melexy, żeby można
było sobie bez grania chociaż pojeździć – chętnie bym naprawdę sobie
pojeździła! No ale kurcze, etykieta! Skoro trzeba grać w spodniach materiałowych
z paskiem i koszulką typu polo lub golfem, czapką daszkiem do przodu to nikt
nie będzie zarabiał na pospólstwie chcącym poszaleć melexem Hyhy :D
Chłopaki pokłócili się o…gumowe
bransoletki London 2012. Obaj chcieli niebieską, ale to Ksawkowi pasowała do
ubioru, więc wygrał :)









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz