Moja lista blogów

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Popołudnie w Paczółtowicach


Pierwsza stadnina mniejsza, taka lokalna, bardzo przyjemna, agroturystyka.
Nie byliśmy długo, bo chyba odbywały się tam poprawiny wesela polsko-brytyjskiego i wszędzie byli skacowani goście, a konik jeden i to przez chwilkę. 




Kolejny punkt to stadnina koni przy Polu Golfowym.
Fajnie, bo można było wejść do stajni w trakcie posiłku koni, zobaczyć ich „myjnie” i kosmetyki. Umaszczenie koni – piękne. Każdy inny. Biały ze zdjęcia wyglądał jak koń-widmo, calusieńki biały, ale Tata zauważył, że faktycznie, przeraźliwie chudy. Mam nadzieję, że w takich ośrodkach często są kontrole weterynaryjne. Sprawdzę.




Samo Pole Golfowe i cała infrastruktura, zabudowa – robi wrażenie :) wypasik.
Tata zmierzył odległości między równiusieńko zaparkowanymi melexami, były zaparkowane FAKTYCZNIE równiusieńko :D


Powinni wypożyczać te melexy, żeby można było sobie bez grania chociaż pojeździć – chętnie bym naprawdę sobie pojeździła! No ale kurcze, etykieta! Skoro trzeba grać w spodniach materiałowych z paskiem i koszulką typu polo lub golfem, czapką daszkiem do przodu to nikt nie będzie zarabiał na pospólstwie chcącym poszaleć melexem Hyhy :D





Chłopaki pokłócili się o…gumowe bransoletki London 2012. Obaj chcieli niebieską, ale to Ksawkowi pasowała do ubioru, więc wygrał :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz