Smyk w sumie w tym
semestrze chodził do przedszkola może z 1,5 miesiąca, a teraz, łącznie ze
świętami miał przerwę również 1,5 miesiąca. Przerwa była na tyle długa, że jak
cały czas tęsknił, tak dziś stwierdził, że już nie chce iść.
Cały dzień jak na
szpilkach, mimo, że jakoś dziś miałam
wszystko „porobione” i mogłam mieć czas dla siebie, gdy Junior odsypiał
ostatnie nieprzespane noce (ząbkowanie+ospa), to patrzyłam w okno, kiedy babcia
wróci ze Smykiem.
Cały ten tydzień Ksawka
odbiera babcia, gdyby nie to, to nadal siedziałby w domu :(
Nie było Go tak długo,
a tylko jedna Pani zapytała, co u Niego i dlaczego Go nie było. Druga, ta co
dopuściła do rozbicia głowy Smyka i nawet nie pofatygowała się tego
wytłumaczyć, ponoć nie odezwała się do Smyka w ogóle.
No, a pani Dyrektor,
która dotychczas znała dobrze Smyka, zawsze zamieniała z nim słowo w przelocie,
dziś pomyliła Go z kimś innym, i uparcie Go szukała w innej grupie wprowadzając
babcię w błąd.
Smyk znowu podobno bawi
się sam, mimo, że Jego ukochana koleżanka na przywitanie podbiegła do Niego i
pogłaskała Go po buzi, potem się z Nim nie bawiła i Smyk niezadowolony. Nie
zjadł też chyba pierwszy raz obiadu od bardzo dawna :/
Chciałabym, żeby Ksawuś
w końcu miał przyjaciół, a przynajmniej stałych kolegów i koleżanki. Póki co,
Starszak twierdzi, że on lubi tylko Butka (absolutny nr 1), Leosia i tą
koleżankę z przedszkola.
Taka piękna zima, a my
uwięzieni...
Wczoraj udało nam się
ze Smykiem wyskoczyć na sanki. Było super, tylko Ksawek wpadł kilka razy twarzą
w śnieg i wył jak syrena, bo zamiast się asekurować rękami, leciał całą twarzą
pod śnieg.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz