Dziś wieczorem Junior
pobił swój rekord! Zjadł na kolację 280 mleka z kaszką! Antybiotyk chyba działa
:) Ogólnie Leo mniej kaszle, tylko więcej się drze i drze się tak, że nie da
się nic zrobić udając, że „nic nie szkodzi, że ryczy, poryczy i przestanie”. Jak
Leo się drze to nie słychać nic, nawet własnych myśli, a krew gotuje się do
wrzenia. Wszystko leci z rąk no i trzeba w końcu wziąć na rączki i wtedy
następuje w ułamku sekundy „MUTE” – dźwięk wyłączony. Leo to prawdziwy facet,
jak choruje to choruje, panicza trzeba z odpowiednim szacunkiem traktować i nosić, zabawiać, przytulać itd.
Leo jest uroczym grubym
(wg naszej wagi 8,6 kg)
misiem, ale ma charakterek, oj ma!
Krzyczy na nas –
poważnie! a jak jest wściekły to mnie szarpie za włosy lub szczypie.
Często kopie. Lubi też
obrzygać, ale to nie ze złej woli ;)
A to dzisiaj po
zmordowaniu całkiem sporej porcji marchewki:
(Leo odmawia jedzenia,
jeśli sam nie trzyma łychy – marchew była też na włosach, oczach, czole itd. –
whatever – jaka marchewka do usunięcia po niej plam jest – każda mama wie ;) )

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz