Moja lista blogów

wtorek, 14 stycznia 2014

Ospa



 3 dni. Tyle obyło się bez infekcji, Dzieci dostały przyzwolenie na brak ograniczeń odległościowych w relacjach braterskich no i wyprzytulali się za wsze czasy...
Po 3 dniach pojawiły się na ciele Starszaka kropki. Na początku mama stawiała na alergie, bo w sumie powoli zaczyna pylić leszczyna (Ksawek ma na nią 5 klasę).
W sobotę mieliśmy się wybrać w końcu na długi rodzinny spacer. Planów nie było końca!
Nie mogliśmy się zdecydować na miejsce. Mama w końcu ogarnęła siebie, dzieci, wykarmiła rodzinę, przygotowała ubrania, spakowała TORBĘ NAJPOTRZEBNIEJSZYCH RZECZY (która tak na marginesie zawsze wydaje się za mała)... mieliśmy jechać rano...nie zdążyliśmy, w końcu zjedliśmy wszyscy wcześniejszy obiad, ubieramy się...a te krosty jakieś dziwne nagle mi się wydały. Obok nas jest całodobowe ambulatorium, z pediatrą dyżurującym do 22:00, więc stwierdziłam – lepiej niech lekarz to oceni.
Lekarka/studentka/stażystka miała mniej do powiedzenia niż „google”, nie mogła uwierzyć, że coś już pyli, pytała mnie czy jestem pewna, że pyli, potem powiedziała, że nie wie co to jest, po czym zapisała silny, drogi, miejscowy antybiotyk na rany cięte itd.
Co było robić...nic, tylko czekać do poniedziałku na naszą panią doktor.
I tu pojawiły się nerwy.
Bo trafił mnie szlag gdyż zdałam sobie sprawę, że moje dziecko złapało ospę na 100% nie gdzie indziej tylko w poczekalni w przychodni! Dziś postanowiłam zrobić w ośrodku zadymę, jak może nie być izolatki. Tata poszedł zamówić wizytę domową i co? Dowiedzieliśmy się, że przesadzamy, że ospa to nie dżuma i mamy przyjść i siedzieć z innymi. Plan miałam taki, żeby przespacerować się przez calusieńki ośrodek zdrowia mówiąc głośno, że idziemy sobie z zakaźną chorobą po przychodni, bo tak kazano nam zrobić. Wściekłość nad wściekłości!
Ale potem kubeł zimnej wody no i co? Zadrzeć z ulubioną lekarką...? jedyną w ośrodku?...bez sensu.
Poszliśmy. Na szczęście trafiliśmy na pustą przychodnię, a potwierdzona ospa Ksawusia jest bardzo łagodna.
Leona ma wysypać do 2 tygodni. Teoretycznie istnieje szansa, aby Go uchronić, bo niby ma jeszcze moje przeciwciała, ale marne szanse:(
Mimo to, jeszcze minimum 2 dni mamy izolować braci w miarę możliwości, co jest mega upierdliwe, bo na palcach jednej ręki zliczyć dni w ostatnich 3 miesiącach, kiedy mogliśmy w tym względzie normalnie funkcjonować, bo albo Ksawek chory, albo ja, albo Tata...
Tak więc zakładając najgorszy scenariusz – siedzimy z dziećmi w domu od połowy grudnia i zapowiada się jeszcze minimum miesiąc...
A w tym tygodniu mieliśmy iść na lodowisko. Za tydzień jest uroczystość Dnia Babci i Dziadka u Smyka, a potem bal karnawałowy :(

Plany, plany, plany....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz