3 dni. Tyle obyło się
bez infekcji, Dzieci dostały przyzwolenie na brak ograniczeń odległościowych w
relacjach braterskich no i wyprzytulali się za wsze czasy...
Po 3 dniach pojawiły
się na ciele Starszaka kropki. Na początku mama stawiała na alergie, bo w sumie
powoli zaczyna pylić leszczyna (Ksawek ma na nią 5 klasę).
W sobotę mieliśmy się
wybrać w końcu na długi rodzinny spacer. Planów nie było końca!
Nie mogliśmy się
zdecydować na miejsce. Mama w końcu ogarnęła siebie, dzieci, wykarmiła rodzinę,
przygotowała ubrania, spakowała TORBĘ NAJPOTRZEBNIEJSZYCH RZECZY (która tak na
marginesie zawsze wydaje się za mała)... mieliśmy jechać rano...nie zdążyliśmy,
w końcu zjedliśmy wszyscy wcześniejszy obiad, ubieramy się...a te krosty jakieś
dziwne nagle mi się wydały. Obok nas jest całodobowe ambulatorium, z pediatrą
dyżurującym do 22:00, więc stwierdziłam – lepiej niech lekarz to oceni.
Lekarka/studentka/stażystka
miała mniej do powiedzenia niż „google”, nie mogła uwierzyć, że coś już pyli,
pytała mnie czy jestem pewna, że pyli, potem powiedziała, że nie wie co to
jest, po czym zapisała silny, drogi, miejscowy antybiotyk na rany cięte itd.
Co było robić...nic,
tylko czekać do poniedziałku na naszą panią doktor.
I tu pojawiły się
nerwy.
Bo trafił mnie szlag
gdyż zdałam sobie sprawę, że moje dziecko złapało ospę na 100% nie gdzie
indziej tylko w poczekalni w przychodni! Dziś postanowiłam zrobić w ośrodku
zadymę, jak może nie być izolatki. Tata poszedł zamówić wizytę domową i co?
Dowiedzieliśmy się, że przesadzamy, że ospa to nie dżuma i mamy przyjść i
siedzieć z innymi. Plan miałam taki, żeby przespacerować się przez calusieńki
ośrodek zdrowia mówiąc głośno, że idziemy sobie z zakaźną chorobą po
przychodni, bo tak kazano nam zrobić. Wściekłość nad wściekłości!
Ale potem kubeł zimnej
wody no i co? Zadrzeć z ulubioną lekarką...? jedyną w ośrodku?...bez sensu.
Poszliśmy. Na szczęście
trafiliśmy na pustą przychodnię, a potwierdzona ospa Ksawusia jest bardzo
łagodna.
Leona ma wysypać do 2
tygodni. Teoretycznie istnieje szansa, aby Go uchronić, bo niby ma jeszcze moje
przeciwciała, ale marne szanse:(
Mimo to, jeszcze
minimum 2 dni mamy izolować braci w miarę możliwości, co jest mega upierdliwe,
bo na palcach jednej ręki zliczyć dni w ostatnich 3 miesiącach, kiedy mogliśmy
w tym względzie normalnie funkcjonować, bo albo Ksawek chory, albo ja, albo
Tata...
Tak więc zakładając
najgorszy scenariusz – siedzimy z dziećmi w domu od połowy grudnia i zapowiada
się jeszcze minimum miesiąc...
A w tym tygodniu
mieliśmy iść na lodowisko. Za tydzień jest uroczystość Dnia Babci i Dziadka u
Smyka, a potem bal karnawałowy :(
Plany, plany, plany....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz