Ksawery bardzo polubił
poważne rozmowy.
Otóż dziś mieliśmy
bardzo ciężki dzień. Cóż, poniedziałek…
W sumie bardzo
przyzwoita pogoda, dodatnia temperatura, sporo śniegu – spragnieni spacerów i
zabaw na powietrzu poszliśmy na górkę na jabłuszko.
Młody śmiga sam, radzi
sobie super więc rewelacja. No ale… górka nie jest Jego, a On nie przecież lubi
dzieci (zupełnie jak M.Czubaszek). Przyszła dziewczynka z mamą, babcią i swoimi
sankami, ale jabłuszko jak i sam Ksawery baaaardzo jej się spodobali no i się
zaczęło.
Dziewczynka chciała pożyczyć
jabłuszko, a dać Ksawkowi sanki. Wymiana uczciwa, a jakże. Moje dziecię dostało
szału… Nie, nie o to chodziło, że było dla dziewczynki niemiły, tylko o to, że
zaczął się histerycznie drzeć, że nie da jabłuszka i że chce do domu. Taką
szopkę zrobił, że podniosłam głos, żeby go doprowadzić do ładu. No i chyba było
mi wstyd, pierwszy raz z powodu Smyka. Tak po prostu, przed obcymi ludźmi, bo
chcąc nie chcąc musiałam się tłumaczyć, jednocześnie trzymać dziecię, co by mi
nie walnęło głową o beton (bo tak się rzucał), tłumaczyć Mu, że tym razem
postanowiłam Mu nie ustępować i jak wyszliśmy na spacer to zamierzam spacerować
choćby się miał drzeć do wieczora no i nadmienię tu pierwszy raz oficjalnie na blogu :), że do tego dochodzi póki co permanentna niedyspozycja trymestru I ;]
Odciągnęłam Smyka na bok, wściekła na maxa i
powiedziałam, że idziemy na spacer. Ksawek szedł 2 m za mną i wył, że chce do
domu spać (oczywiście kłamstwo, bo on nie śpi w dzień od blisko 2 lat).
Zadzwoniliśmy do Taty, porozmawiali dość długo, słyszałam całą
rozmowę, i wiem co Tata powiedział, po zakończeniu rozmowy pytam Ksawka:
Ja: I co Ci Tatuś
powiedział?
K: Ziebym siedł do domu!
A Tata powiedział na
koniec, żeby teraz poszedł ładnie z Mamusią na spacerek, a potem żeby sobie
jeszcze zjechał chociaż raz…cwaniaczek. I tak wyglądał nasz wyczekiwany zimowy spacer, po tylu wietrznych, szarych i mokrych dniach.
Po powrocie Taty,
przy stole w kuchni dyskutujemy – ja i Tata, Ksawek się kręci, w końcu mówi, że
on chce usiąść na naszej wysokości i też porozmawiać poważnie. Wskoczył na
swoje wysokie krzesło i wywiązała się bardzo długa i sensowna rozmowa dot. sytuacji
na górce.
Wyszło na to, że po
prostu Ksawek jej nie znał, ale powiedział, że następnym razem jej pożyczy
jabłuszko, a jak przyjdzie do Niego kolega to też Mu pożyczy swoje zabawki
(powiedział to dlatego, że bardzo chce iść do swojego kolegi Mateuszka :) co mnie zresztą bardzo ucieszyło). Był pod takim wrażeniem
tych dorosłych dyskusji, że potem jeszcze kilka razy siadał i mówił:
Chcę polozmawiac
o tej dziefczince, najpielw z Tatusiem, a potem z Mamusią :)
Na marginesie
dziewczynka młodsza od Ksawka o kilka miesięcy, a w buzi cały czas smok :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz