Moja lista blogów

piątek, 18 stycznia 2013

Piątkowe dialogi i kolęda




 Tatuś wraca, Smyk leci do niego i woła:
Tatusiu! Moja mamusia… ta moja mamusia Aga, wyplała mi chyba mojego ścieniaczka nauczniaczka! (bo się zawieruszył pod praniem)

Mama:
Hmm, co tu tak śmierdzi?
Ksawek:
To mój bąk mamusiu, nie psiejmuj się!


Dziś u nas KOLĘDA. Mamusia do niej stosunek ma mocno określony ;)
Postanowiliśmy jednak, że nie zabarykadujemy się. Przygotowuję więc Smyka i mówię, że dziś przyjdzie ksiądz. Ksawek zrobił minkę, zmarszczył brwi, pobiegł do drzwi. Pytam co robi. Ksawek zamykając drzwi na tzw. łańcuch krzyczy:
Zamykam dźwi! Zieby nie wpuścić tego KSIĄDZA!

Tata wrócił, wymknęliśmy się na długie zakupy. Długie, ponieważ kolejny raz w tej dziurze pocałowaliśmy klamkę - sklep obuwniczy w sezonie zimowym działa jak tutejsze banki i urzędy – od 10:00 do 17:00! Musieliśmy szukać innego, gdzie można kupić dziecięce obuwie, a to tutaj nie jest proste po godzinie 17stej…
Dobrze, że już w niektórych sklepach można płacić kartą…Nie rozwijam tematu, bo to temat dziś poboczny.
Wysiadamy z auta, lecimy do sklepu, ziiimno!
Mama: Ksawku, nie jest Ci zimno?
Ksawek: nie, ale cieplej mi będzie w sklepie!
Wchodzimy do sklepu, w którym dawno nie byliśmy. Ksawek:
Ooo, to tutaj kiedyś zlobiłem kupę! (fakt, ale było to KUPĘ czasu temu <rotfl>)

Wracamy pełni nadziei, a tu ministranci siedzą na schodach pod naszymi drzwiami. Klepią w komórki, jeden rzuca:
Przyjmie Pani księdza?
Ja: yyyhmmm, a gdzie jest?
Ministrant nr1: na dole pod Wami
Ministrant nr2: tutaj – na przeciwko
Ja: acha…a Ci w środku przyjmują księdza? (badając ile mam czasu)
Ministrant nr1: tak
Ministrant nr 2: nie, nie ma ich
Ja: ahmm, no to może niech przyjdzie do nas na końcu

No i przyszedł.. Ajajajaj, głupia ja. Przyszedł ksiądz - 4 miesiące po pierwszych święceniach, w wieku na oko 10 lat młodszym od nas i jedzie do nas: czy co tydzień na mszę chodzimy, a dlaczego nie, a czy się regularnie spowiadamy, czemu nie, że to wynika z pewnego wyrachowania czy coś w ten deseń….potem jakiś bełkot, typu, że wiarę nie rozumem trzeba, bo jakby tak rozumem, to wiara nie ma sensu…. Gdyby nie to, że byłam pierońsko głodna, że było już po 19:00, że dziecko bez kolacji i przed kąpielą – to bym sobie z nim ucięła filozoficzną pogawędkę. 


Ksawek powiedział, że on będzie w swoim pokoju, po czym przyszedł i mówi do mnie pokazując na księdza:
Mamo, kiedy TO pójdzie?
A zaraz potem:
Czemu on chodzi w butach po dywanie?
 :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz