Jeeezu! Co za pogoda!
Leje, pada, siąpi, wieje, ciapie... fuuuuuu!
Mama chyba odczuwa zmiany meteo w kościach i ogólnym
samopoczuciu.
Pogoda nie pozwala na
budowanie nowych nadziei.
Najbardziej boli, że
tak mało.. tak mało brakowało, żeby w końcu być tam, gdzie nasze miejsce.
Boli bardziej to, że
druga taka sytuacja się nie może wydarzyć. Za kilka miesięcy zmieni się
wszystko. Tyle karkołomnie dopasowanych elementów poszło na marne, bo akurat
teraz potrzebowaliśmy wsparcia z zewnątrz i nie mogliśmy liczyć tylko na
siebie, a inni zawsze wiedzą lepiej co dla nas „dobre”.
Nie mogę się z tym
pogodzić, mieliśmy już wszystko zaplanowane. Smyk też już wiedział „który
będzie Jego pokój”.
Teraz znowu trzeba się
przestawić na myślenie tutejsze. Znowu ja uwięziona z dziećmi, sama, jak
zawsze. Zniknęła wizja łapania oddechu wieczorami, w mieście które kocham,
zniknęła wizja spotkań ze znajomymi, którzy z roku na rok stają się coraz
bardziej nieobecni i oddaleni, wizja spacerów po parkach (bo tu ich nie ma),
wizja podjechania do lekarza kilka przystanków a nie podróży 120 km po drogach mniej lub
bardziej przejezdnych, wizja wypadu do kina czy teatru, galerii czy po prostu
na inny plac zabaw (tutaj jest 1, drugi oddalony o 45 min drogi), wizja
łatwiejszego powrotu do pracy, przedszkola, większych możliwości... Dla
innych to mało, bo przecież nie można mieć wszystkiego A jakość życia? a
szczęście?... Jesteśmy młodzi, mamy czas...
Nudy. Nudy na maxa.
Książeczka od babci P.:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz