No i minęło jak z bicza
strzelił. Trzy lata temu Mama i Smyk spędzali Sylwestra w szpitalu. Pamiętam
jak wczoraj pierwsze karmienie, odpadanie pępka, kolki, odbijanie, wyczekiwanie
na przewrót na brzuszek…a teraz Smyk gada więcej ode mnie, sam myje zęby,
śpiewa, tańczy, recytuje, jeździ na rowerze…
Urodziny Smyka odbyły
się w licznym gronie i przemiłej atmosferze. Ksawek witał gości (w czapce i z
trąbką) słowami:
Dzieńdobly! Zaplaszamy na
implezę!...maś plezenty???”
To były pierwsze tak
świadome urodziny. Ksawuś brał udział w przygotowaniach, wiedział, że to Jego
święto, że wszystko i wszyscy w tym dniu są dla Niego :)
Już noc wcześniej
obudził się w środku nocy i z płaczem pytał gdzie jest dziadziuś, że przecież
już przyjechał do niego na urodziny…Śniło Mu się. Bardzo przeżywał.
Wiedział też, że
wszystkie prezenty będzie mógł odpakować po zdmuchnięciu świeczek. Nie mógł się
doczekać. W końcu, jak już wszyscy przybyli Ksawuś zdmuchnął świeczki zanim
Mama weszła z tortem do pokoju :)
Prezentów było tak dużo, że do dziś nie rozpracował wszystkich :)
Prezentów było tak dużo, że do dziś nie rozpracował wszystkich :)
Wszystkim Gościom
serdecznie dziękujemy!
Mam nadzieję Kochany
Synku, że jesteś szczęśliwy!
Bardzo bardzo baaaardzo
mocno Cię kochamy! Każdego dnia bardziej, jeśli to możliwe :*



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz