Podczas apogeum nudy i
działania mi na nerwy, zaproponowałam Smykowi kolejną zabawę – stwierdził, że
zrobi łąkę. Powbijał „gwoździki” żółte, mówiąc, że to mlecze, zielone,
twierdząc, że to trawa, czerwone – jako różowe koniczyny i zgodnie z moją
podpowiedzią niebieskie – jako bławatki.
Wręczył Tacie mówiąc,
że to taka „laurenka” (czyt. laurka).
Po kilku sekundach
zachwalania Tacie jaką piękną łąkę zrobił, nagle krzyczy:
„...yyy, albo nie!
Tato! Ja się pomyliłem! Psieciesz to nie łąka jest tylko „smentarz”, a to są kolorowe
światełka!”
:D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz