Było, minęło.
Okropny dzień. Środa
chyba.
Smyk obudził nas
krzykiem, że Go boli brzuszek, byliśmy pewni, że z głodu, bo pierwszy raz nie
pił mleka przed snem.
Jak co rano
usiłowaliśmy jeszcze dospać wszyscy razem przytuleni, Ksawkowi oczka uciekały,
ale nie mógł sobie Biduś znaleźć miejsca. W końcu zrobiliśmy Mu mleko no i się
zaczęło...Wymiotował, wymiotował i wymiotował...
Wszystko było w
wymiocinach.
Nawet po łyku herbaty –
od razu zwracał, kawałek biszkopcika, herbatniczka – rzyg.
Sam poprosił, że chce
iść do lekarza. Na szczęście nic Mu nie było, prawdopodobnie stres –
odreagowanie tego całego zamieszania z jedzeniem.
My z Tatą oczywiście
przeżyliśmy to strasznie. Cały dzień wyjęty z życiorysu minął głównie na
wyrzutach sumienia, planowaniu innych strategii i ... działaniach naprawczych.
Nigdy więcej nie zmuszę
Go do kęsa chociażby.
Muszę przestać się bać,
że się zagłodzi.
Trudno, będzie
codziennie rosołek i kanapka z nutellą.
Jeśli tylko będzie miał
ochotę...
***
Oczywiście w ramach
odkupienia win i zagłuszenia wyrzutów sumienia wzięliśmy Smyka na Bumbusie. Kupiliśmy
też w końcu nowy kask. Wchodzimy do sklepu sportowego, a tam półka z rolkami. Ksawkowi
spodobały się takie niebieskie. Pokazuje mi je i mówi:
Mamusiu, zobacz – kaloszki na kółkach!
:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz