Wczoraj udało mi się wyjść na pierwszy spacer po kolejnej chorobie z Dwójką! Wiedziałam, że to ostatni dzień słońca. Miałam wielki problem jak ubrać Starszaka...ostatni spacer był w zasadzie niemalże zimowy, a tu 20 stopni na termometrze...
Spocił się. Jednak
przesadziłam.
Dziś Mama w końcu
wybrała się do fryzjera (po kilku nieudanych odwoływanych od połowy grudnia (!?)
wizyt!) i.... totalne załamanie pogody. Wiało tak, że wyrwało mi kilka razy
parasolkę, lało i w ogóle szkoda gadać. Nic to. Poznałam fajną fryzjerkę i mam
nowy kolor! Po tylu latach mojego ulubionego 801 LOREALA, w końcu coś innego :)
Pod wieczór, jak zawsze
u nas tutaj– wyszło ostre słońce.
Leo pięknie je i z dnia
na dzień jest bliższy chodzeniu. Nie usiedzi. Wstaje, stoi, wszędzie gdzie
można się czegoś chwycić.
Niestety ten zapał
generuje upadki i łzy, ale refleks Mamy jest spory. Kilka razy udało mi się
wsunąć amortyzującą dłoń między głowę Juniora, a podłogę.
Wczoraj była to dłoń z
kubkiem herbaty, która rozbryzgała się po całym pokoju, ponieważ oczywiście musiałam
po drodze do głowy Leo kubek wyrzucić gdzieś.
Ksawuś nadal podsypia w
dzień, mimo, że pod wieczór tak wariuje, że nawet oboje z Tata nie dajemy rady
Go ogarnąć. W przyszłym tygodniu może uda się zrobić morfologię z badaniem
immunologicznym, mam nadzieję, że nadal Jego wyniki będą tak dobre jak zawsze.
W tym tygodniu
odebraliśmy wyniki wymazu z gardła, pobranego w szpitalu miesiąc temu.
Nie chce mi się nawet
pisać, jak lekarze traktują „zwykłych” ludzi – nielekarzy. Dostałam kilka
reprymend jak gówniarz w podstawówce za brak trampek na wuef. Nieważne.
Wyszła bakteria, jakaś
oporna na wiele antybiotyków, m.in. tego, który brał w szpitalu i po. Wystraszyłam
się, ale po konsultacji z dwoma lekarzami, okazało się, że to nic strasznego,
że to dość łagodna, dająca się zagłuszyć zwykłymi syropkami bakteria wywołująca
przy obniżonej odporności katar. Tyle.
Tak czy siak, za 2
tygodnie kluczowa dla nas wizyta u znanego laryngologa dziecięcego.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz