Moja lista blogów

piątek, 7 marca 2014

2 dni i... Magia rodzicielstwa.


Tak, kolejna infekcja.
Nie miałam nawet czasu o tym wspomnieć.
W środę rano Smyk mi się nie podobał...
Odbieram Go z przedszkola, a tu wychodzi do mnie Pani i mówi, że chyba Smyk chory, bo płakał, pokładał się, leżał i nie chciał jeść.
Pomijając fakt, że mieszkamy kilka metrów od przedszkola, a ja nie pracuję i Panie nie zadzwoniły po mnie tylko mi męczyły dziecko! To szlag jasny mnie trafił!

D W A    D N  I   ! ! !
i znowu gorączka, znowu stres, czy Leo będzie czy nie będzie chory, znowu siedzenie w domu.
I Pani wychowawczyni mówi do mnie – może on za mało je, może dawać Mu witaminki na odporność (jakbym Mu ...!##$% nie dawała!) – ale głupia torba nie pomyśli o tym, że jak dziecko wraca po 3 miesiącach chorób i mówi na spacerze, że mu bardzo zimno, żeby mu założyć rajstopy pod cieniutkie spodnie, kiedy na polu piździ na całego!
A właśnie tak było w poniedziałek. Ksawuś poskarżył się, że wyszli na podwórko i było Mu bardzo zimno. Pytam czy miał rajtki – nie. Mówił, że zimno Mu w nóżki, a Pani założyła Mu rękawiczki... Pytam pani dlaczego nie miał rajtek, a ona żebym Mu spodnie na spodnie ubierała, bo tak to niewygodnie te rajtki zakładać.. I całe moje wychodzenie na prostą, starania, adoptowanie dzieci do warunków zewnętrznych strzelił.... i znowu siedzimy w domu, zbijamy gorączkę, która nie chce się zbić i... ech, szkoda gadać.
Podjęłam ostateczną decyzję, zresztą już poinformowałam panią dyrektor o tym, że póki co, Smyk nie wraca do przedszkola. TRUDNO.
Nie wiem kiedy będę miała odwagę go puścić. Na pewno nie w marcu. W kwietniu zaraz będą święta, łączące się z długim weekendem majowym a potem zaraz wakacje....
Do bani, do bani z tym wszystkim...

Na marginesie, nie wiem czy to możliwe, ale Ksawek nie reaguje na NUROFEN i paracetamol w syropie. Wczoraj godzinę w nocy robiłam Mu okłady z octu czekając na godzinę podania kolejnej dawki. Kiedy dawałam Mu NUROFEN  na noc miał ok 37,7, a po 2 godzinach miał 39! Więc halo, o co chodzi???
Dziś podałam Mu IBUM i po  chwili dziecko, które układało się do snu przygotowując się na walkę z gorączką, wstało rześkie i mówi: to w co się bawimy mamo? I jak ręką odjął.  Niby to to samo, a jednak.
Po 2 godzinach skarżył się na nie do zniesienia ból gardła, ale po obiedzie i pociumkaniu lizaka natursept mówi, że przeszło.

Potem Tata zajął się Leo, a Mama i Ksawek mieli cały wieczór dla siebie. Udało mi się przekonać Smyka na:
a)      kąpiel w pianie (nie tolerował)
b)     siedzenie w wannie pełnej wody i piany (nie tolerował)
Kąpiel trwała godzinę, zaproponowana przez Mamę zabawa w golenie się (golarką na niby z zarostu z piany) urzekła Smyka :P
Potem oczywiście bajeczki, przytulanie...ale dziś było jakoś wyjątkowo.
Siedzieliśmy przytuleni, mierząc temperaturę rtęciowym (więc długo), słuchaliśmy muzyki i śpiewaliśmy. Ksawek pięknie śpiewa. Rozmawialiśmy.
Są takie magiczne momenty w byciu rodzicem, które pozostają na zawsze w pamięci.
Poza całą codziennością coś co wyróżni się na tyle, by powrócić wspomnieniem po 20 latach. Czas, chwila, emocja.
W podobny sposób zapamiętałam pewne przecudowne jesienne popołudnie w Olkuszu, na naszym ulubionym Skwerku. Razem. Ja i On z Garfieldem na plecach. Ja kawka na wynos, On herbatka na wynos, ciacho, ławeczka i pogaduszki. Ja i mój pierworodny :)
Kocham nad życie :*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz