Tak, kolejna infekcja.
Nie miałam nawet czasu
o tym wspomnieć.
W środę rano Smyk mi
się nie podobał...
Odbieram Go z
przedszkola, a tu wychodzi do mnie Pani i mówi, że chyba Smyk chory, bo płakał,
pokładał się, leżał i nie chciał jeść.
Pomijając fakt, że
mieszkamy kilka metrów od przedszkola, a ja nie pracuję i Panie nie zadzwoniły
po mnie tylko mi męczyły dziecko! To szlag jasny mnie trafił!
D W A D N I
! ! !
i znowu gorączka, znowu
stres, czy Leo będzie czy nie będzie chory, znowu siedzenie w domu.
I Pani wychowawczyni
mówi do mnie – może on za mało je, może dawać Mu witaminki na odporność (jakbym
Mu ...!##$% nie dawała!) – ale głupia torba nie pomyśli o tym, że jak dziecko
wraca po 3 miesiącach chorób i mówi na spacerze, że mu bardzo zimno, żeby mu
założyć rajstopy pod cieniutkie spodnie, kiedy na polu piździ na całego!
A właśnie tak było w
poniedziałek. Ksawuś poskarżył się, że wyszli na podwórko i było Mu bardzo
zimno. Pytam czy miał rajtki – nie. Mówił, że zimno Mu w nóżki, a Pani założyła
Mu rękawiczki... Pytam pani dlaczego nie miał rajtek, a ona żebym Mu spodnie na
spodnie ubierała, bo tak to niewygodnie te rajtki zakładać.. I całe moje
wychodzenie na prostą, starania, adoptowanie dzieci do warunków zewnętrznych
strzelił.... i znowu siedzimy w domu, zbijamy gorączkę, która nie chce się zbić
i... ech, szkoda gadać.
Podjęłam ostateczną
decyzję, zresztą już poinformowałam panią dyrektor o tym, że póki co, Smyk nie
wraca do przedszkola. TRUDNO.
Nie wiem kiedy będę
miała odwagę go puścić. Na pewno nie w marcu. W kwietniu zaraz będą święta,
łączące się z długim weekendem majowym a potem zaraz wakacje....
Do bani, do bani z tym
wszystkim...
Na marginesie, nie wiem
czy to możliwe, ale Ksawek nie reaguje na NUROFEN i paracetamol w syropie.
Wczoraj godzinę w nocy robiłam Mu okłady z octu czekając na godzinę podania
kolejnej dawki. Kiedy dawałam Mu NUROFEN
na noc miał ok 37,7, a
po 2 godzinach miał 39! Więc halo, o co chodzi???
Dziś podałam Mu IBUM i
po chwili dziecko, które układało się do
snu przygotowując się na walkę z gorączką, wstało rześkie i mówi: to w co się bawimy mamo? I jak
ręką odjął. Niby to to samo, a jednak.
Po 2 godzinach skarżył
się na nie do zniesienia ból gardła, ale po obiedzie i pociumkaniu lizaka
natursept mówi, że przeszło.
Potem Tata zajął się
Leo, a Mama i Ksawek mieli cały wieczór dla siebie. Udało mi się przekonać
Smyka na:
a) kąpiel w pianie (nie tolerował)
b) siedzenie w wannie
pełnej wody i piany (nie tolerował)
Kąpiel trwała godzinę,
zaproponowana przez Mamę zabawa w golenie się (golarką na niby z zarostu z
piany) urzekła Smyka :P
Potem oczywiście
bajeczki, przytulanie...ale dziś było jakoś wyjątkowo.
Siedzieliśmy
przytuleni, mierząc temperaturę rtęciowym (więc długo), słuchaliśmy muzyki i
śpiewaliśmy. Ksawek pięknie śpiewa. Rozmawialiśmy.
Są takie magiczne
momenty w byciu rodzicem, które pozostają na zawsze w pamięci.
Poza całą codziennością
coś co wyróżni się na tyle, by powrócić wspomnieniem po 20 latach. Czas,
chwila, emocja.
W podobny sposób
zapamiętałam pewne przecudowne jesienne popołudnie w Olkuszu, na naszym
ulubionym Skwerku. Razem. Ja i On z Garfieldem na plecach. Ja kawka na wynos,
On herbatka na wynos, ciacho, ławeczka i pogaduszki. Ja i mój pierworodny :)
Kocham nad życie :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz