W sobotę 1 marca, podczas
obecności Taty, Leon został poddany prowokacji białkowej...
W głowie burza emocji
na wspomnienie tego, co wydarzyło się z Ksawerym podczas tego samego zabiegu
właśnie pod koniec 7 miesiąca życia...
Strach wielki. O G R O
M N Y !!!
Tak jak Ksawuś, Leo po
łyżeczce deserku mlecznego poszedł spać, a ja biegałam co 5 minut sprawdzać czy
nie puchnie.
Ksawuś po 20 min był już
bliski wstrząsu anafilaktycznego i był cały w pokrzywce i obrzęku, Leoś na
szczęście NIC.
Dziś już podajemy 4
łyżeczki i jest OK.
Problem bardziej w tym,
że Leo niestety jakoś nie chce jeść ostatnio. Głęboko wierzę, że przez zęby,
drugiego niejadka „niezniesę”!
Ksawery też cały czas
czeka na prowokacje, myśleliśmy, że w sobotę uda nam się obu namówić na
łyżeczkę jogurtu. Leo jakoś przełknął, Ksawek uciekł i nie ma mowy o
spróbowaniu ani nawet powąchaniu...
Jutro idziemy na kotrol
do alergologa i w sumie minął rok od testów i zalecenia prowokacji i nic w tym
temacie się nie wydarzyło.
A Ksawuś 2 dni w
przedszkolu i już ma obrzydliwą wysypkę na ręce....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz