Ksawek był u nowego
fryzjera, bardzo fajna pani, konkretna, ładnie strzyże, jestem zadowolona. Smyk
ma asymetryczną grzywkę :D
Potem zabrałam Smyka na
popołudniowy spacer nad Zalew w Nowej Hucie, było cudnie! Karmiliśmy kaczki,
łabędzie, rzucaliśmy się śniegiem...
Powrót był niestety
średnio przyjemny, bo topniejące śniegi lały się strumieniami wszędzie po
kolana i wróciliśmy zupełnie przemoczeni, na drugi dzień Ksawek już kichał, a
dziś ma już regularne przeziębienie i do przedszkola nie poszedł. Znowu.
Jest jeszcze opcja, że
to początek naszej „wiosny” czyli sezonu najgorszego dla alergika. Rok temu
zaczęło się pod koniec lutego, tym razem z powodu braku zimy być może leszczyna
pyli znacznie wcześniej niż wszyscy sądzą i tym razem zaczęła od początku
stycznia, a Ksawek ma na nią 5 klasę i podczas testów skórnych spuchła mu
porządnie ręka od tego alergenu:/
Zobaczymy co to jest.
W niedzielę Smyk był z
Tatą w kinie na Robaczkach (mówię kategoryczne i absolutne STOP dla huczących
reklam przed seansami dla dzieci!!!!).
Mimo tych wszystkich
atrakcji i przyjemności, Smyk dla równowagi zrobił nam taki sajgon z jedzeniem,
że czar prysł.
Ja dodatkowo miałam
weekend świra i wszystko co mogło mi się wylać – wylało się, wszystko co mogło
się rozsypać – rozsypało się, wszystko co mogło mi wypaść z szafki na głowę –
wypadło itp. Itd.
Do tego dochodzi
kolejna noc ząbkowania (ale o tym w innym poście) i kolejne dni z drącym się
nieustannie Leonem.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz