Moja lista blogów

piątek, 14 lutego 2014

Szpital



Tak, oczywiście ziściły się moje najgorsze obawy, wylądowaliśmy w szpitalu. Tym razem w Żeromskim. Pani doktor (ta prywatnie) jak usłyszała, że Ksawek 5 dobę bez poprawy, mało tego jest gorzej, bo leży i nic nie chce jeść i pić i znowu ma od rana 39,5 stopni kazała nam bezdyskusyjnie jechać na izbę...
Po podaniu kolejnego nurofenu dziecko ożyło i na izbie zachowywał się jak wariat. Pacjent nie wyglądał na chorego. Lekarka przyjmująca powiedziała, że skoro gorączkuje już tyle to nie ma się nad czym zastanawiać (dzień później lekarka prowadząca spytała mnie po co w ogóle go przywiozłam...).
Jednak nos kompletnie się zatkał i już w nocy w szpitalu przestraszyłam się nie na żarty, aż zawołałam lekarza, żeby to sprawdził, bo Smyk charczał na cały oddział i miał konkretne bezdechy. Pani doktor powiedziała, że to norma przy takich ostrych stanach zapalnych.
Miał też bardzo powiększone węzły chłonne szyjne. Wszystko sugerowało, że to trzeci migdał i tak też było. Przyjęty z podejrzeniem anginy, wypisany z ostrym zapaleniem migdałów.
Dziś myślę, że byliśmy w szpitalu niepotrzebnie, bo po 3 dawce antybiotyku wszystko się uspokoiło. Zabrałam Go na drugi dzień popołudniu do domu na żądanie. Moja obsesja zarazków mnie przerasta i nie mogłabym tam dłużej leżeć, tym bardziej, że tam nie ma dzieci zdrowych nie zarażających jak na oddziale alergo, a my na sali leżeliśmy z zapaleniem płuc.
Tyle dobrze, że przebadali Go na wszystkie strony, miał też konsultacje laryngologiczną i ten migdał mamy do kontroli i obserwacji.
Okazało się też, że Smyk jest kompletnie głuchy na to ucho po zapaleniu i ma korek z woskowiny na maxa. Pani doktor była u nas w domu w pt, zaglądała mu wziernikiem do ucha i miał wg niej czyściutki – dziwne, bo ten korek jest widoczny dla gołego oka bez wziernika i dziecko mi się męczy, bo nie słyszy.
I tak sobie rozmawiamy:
Ksawek: Mamo, zrobiłem strzelak! (pistolet), położę Ci na wystawie (jak w przedszkolu)!
Ja: a gdzie ta wystawa?
Ksawek: bedzie działał, będzie!

Rozpuszczamy to od wczoraj kropelkami, laryngolog w szpitalu chciała Mu to usunąć, ale Smyk sobie nie pozwolił.

Smyk drugi dzień był w szpitalu z babcią i dziadziusiem. Ja musiałam być z Leo, a Tata w pracy...
Wypis mogłam zrobić tylko ja, więc LEOŚ pierwszy raz w swoim życiu został sam z „obcą” osobą. Babcia miała stresa, ale dała radę i Leo nawet nie zapłakał, a babcia zrobiła mleczko, nakarmiła, wybawiła :)

Nienawidzę szpitali do granic możliwości, ale jak na nie wyremontowany oddział było całkiem przyzwoicie, personel bardzo miły i pomocny. Ksawek to nawet przez chwilę stwierdził, że Mu się tam bardzo podoba i latał po korytarzu, grał w gry na dotykowym panelu lub oglądał bajki w tv na sali :).



Mimo wszystko, nigdy więcej! Oby!

PS. Teraz mnie rozkłada...dawno nie czułam się tak obolała, boli mnie każda kość i mięśnie, gardło, mam dreszcze, gorączkę. Czy my kiedyś przestaniemy chorować??? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz