Na prawdę dzieci tych
samych rodziców potrafią być tak bardzo różne!
W kwestii ząbkowania
także.
Starszakowi wychodziły
zęby nie wiadomo kiedy. Cichaczem. Kilka ostatnich w ogóle umknęły naszej
uwadze. Nawet trójki, które ponoć są najgorsze, Ksawkowi wyszły bez bólu.
Obyło się bez
smarowania dziąseł, czopków, darcia, marudzenia.
Junior o zgrozo!
Ząbkuje tak boleśnie, że ząbkujemy z nim wszyscy w każdej minucie doby.
Ja już jestem tak
zmęczona jakby mi samej osobiście drugi rząd zębów wyszedł.
W dzień Leo nie stęka i
nie wyje tylko na rączkach lub jak uda mu się zasnąć.
Poziom rozdrażniania
jest skrajnie wysoki. I nasz i Jego.
Ciągle się drze.
Dostaje szału o wszystko. Wczoraj robiłam 3 podejścia do kamienia – mleczko – nie,
przez taki smoczek – nie, przez taki – nie, herbatka – nie, kaszka – nie,
deserek - nie i tylko syrena.
Dzwoni mi w uszach od
tego.
Wyczekujemy tego zęba
jak pierwszej gwiazdki, bo podobno jak już wylezie ten pierwszy to ma być
lepiej.
Nie wyobrażam sobie
ząbkowania Leona przez kolejne pół roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz