Moja lista blogów

wtorek, 11 lutego 2014

Przegrana walka.



Po 4 dobach gorączki 39,5 st, po nocnej wizycie w ambulatorium, 2 wizytach prywatnych Ksawek dziś w nocy znowu miał 39,3 st i już jedzie od rana na antybiotyku.
Jest godzina 12:00 Ksawek nie chce jeść, słania się z nóg, znowu ma dreszcze, zasypia, a ja z bezsilności i zmęczenia najchętniej bym zniknęła.
Już nie mam skąd czerpać siły, chyba cała rezerwa zużyła się w ciągu ostatnich kilku dni.
Od wielu tygodni nie przesypiamy ani jednej nocy. Junior nie przestaje się drzeć w dzień i w nocy co godzinę.
Przy Ksawku siedzimy średnio do 3:00 aż spadnie gorączka.
Potem co godzinę krzyk Leo stawia nas wszystkich na równe nogi, no i potem ewentualnie o 6-7:00 Leo budzi się do życia.
Brak snu, brak słońca, brak świeżego powietrza, bez spacerów, bez kontaktu z ludźmi.



Cały dzień (od 2 miesięcy!!!!) codziennie – podawanie leków ciągle zainfekowanemu niemowlakowi oraz wiecznie ostatnio choremu, nieznośnemu w chorobie, niewiele jedzącemu 4 latkowi.
No i odciąganie glutów – pani dr kazała co 10-15 min Starszakowi, bo ma niezwykle duży obrzęk śluzówki nosa i ten katar Mu siedzi gdzieś głęboko. Ksawek podczas spania charczy tak głośno, że sam się tego boi i się budzi. Dusi się przez sen i przestaje oddychać na ułamki sekund. Męczy się tak już od 3 dni i nocy – z niemalże w 100% zatkanym nosem.
Do całej infekcji doszła alergia na pyłki (Olsza, Leszczyna).
Poprzedni antybiotyk skończył miesiąc temu.

To ile razy wypowiadam podczas jednego posiłku „jedz”, ile razy podgrzewam herbatę, ile razy podgrzewam zupę, ile razy proszę o wymycie zębów, ubranie się itd. doprowadza mnie dodatkowo do szału, bo w chwili obecnej ząbkujący drący się zainfekowany Junior nie wymaga takiej opieki bezpośredniej jak Starszak. Starszaka muszę karmić i to karmić podczas ciągłego jęku lub płaczu i glutów wiszących do brody. Każdy kęs jest przekupstwem, targowaniem się, przekonywaniem, że jednak trzeba, obietnicami nagród...
Nie wspominając o lekach, które nie mogą być wyplute, mimo, że Ksawek i tak nimi już pluje. Każde zakropienie nosa to walka, ona trwa kilkadziesiąt minut.

Kiedy to się skończy?

1 komentarz:

  1. nie dajcie sobie wejsc na głowe, może nie posyłajcie dziecka do przedszkola jakis czas, albo niech tran łyka na odporność..szkoda, że dziecko tak się męczy już tak długo

    OdpowiedzUsuń