Pachnie wiosną :)
Dziś byłam z chłopcami
na dłuższym spacerze, zaczyna być przyjemnie.
Jeszcze jak zawieje
czuć zimno, ale już słychać wiosenne ćwierkanie i pełno malusich zielonych
pączków na drzewach.
Nienawidzę ubierania w
tyle warstw!
Żeby wyjść z dwójką
dzieci, trzeba się nieźle nagimnastykować i fizycznie i logistycznie...tak, żeby
wszystko grało i hulało, żeby spacer wypadł między posiłkami, żeby nikt się nie
spocił i nie zrobił siku czy kupy w nieodpowiednim momencie, żeby zabrać
zapasowy smoczek, picie dla obu itp. Itd.
Z utęsknieniem w tym
względzie czekam na wiosnę i lato.
Gorzej z innymi względami,
np. pyłkowymi... Smyk już ciągnie nochalem i śmiem podejrzewać, że to te
spacery prawie wiosenne :/
Po spacerze dziadziuś przyjechał
po Smyka. Ksawek spędził popołudnie z babcią, dziadziem i ciocią. Był też z
babcią u laryngologa. W końcu słyszy!
Pan doktor odetkał
Smykowi ucho i czuję konsternację, bo nasza pediatra, wbrew opinii laryngologa
w szpitalu, upierała się, że w prawym uchu Smyk ma lekki stan zapalny i dlatego
nie słyszy. No i w sumie guzik prawda, bo dziś po czyszczeniu ucha słyszy, a wg
laryngologa ucho zdrowiutkie. To samo powiedział laryngolog w szpitalu...hm...
Ostatnio też, nasza
pediatra po osłuchaniu Leona powiedziała, że lada chwila zacznie kaszleć i
trzeba podawać flegaminę. Podawałam 1,5 dnia ale potem widząc, że żadnego
kaszlu nie ma, przestałam dawać.
Już byłam pewna, że trafiliśmy na pediatrę idealnego, a jednak „nobody’s perfect”...
Już byłam pewna, że trafiliśmy na pediatrę idealnego, a jednak „nobody’s perfect”...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz