Poszliśmy mimo pogody w
kratkę na „alejki”, gdzie miała być Asia o 15:00, ale my dotarliśmy dopiero o
16.30 i nie było koleżanki.
Pojeździliśmy po
osiedlach (w towarzystwie naszej sąsiadki, której 9 miesięczna córka została w hierarchii
Smyka zdetronizowana ze względu na Asię), wracamy, godzina 19:00, a tu na
przeciwko Asia z mamą wraca z naszego przyblokowego placu zabaw, bo szukały nas
wszędzie :) Radość i małej Asi i Ksawka bezcenna! Jak dwa małe szczeniaczki tak
skakali bez słów (Asia nie mówi), po zielonej trawce. Ciężko było ich pozabierać
do domów. Dziś też się umówili, ale lało.
W piątek mieliśmy
wianki pod oknami. To znaczy myśleliśmy, że wianki, ale za blisko były. W
piątek był mecz na Arenie. Wczoraj Wianki, a dziś nie mam pojęcia. Weekend ze
sztucznymi ogniami w każdym razie.
Jutro Dzień Taty, a tak
się złożyło, że ja spędzę ze Smykiem cały dzień. Dzień pełen planów, ale
głównym punktem programu jest kontrola w poradni alergologicznej.
Ps. Są kolejne wyniki
online z posiewu Leo! Wybiliśmy tego opornego syfa i to bez antybiotyku!!! :D
Zaległe, brudny poobijany
rowerzysta
Sama Mama na NH






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz