Tak, wspólne! :) w liczbie mnogiej! Pierwszy raz ja i mój syn,
razem, każdy na swoim – na rowerze!
W końcu! :) Wrócił rower, Mama wraca do rowerowania, Smyk goni
Mamę.
Idzie Mu coraz lepiej.
Postanowiliśmy Mu dokręcić jednak na jakiś czas boczne kółka, żeby
opanował skręcenie, pedałowanie, startowanie, samo jeżdżenie, a potem znowu
nauka równowagi.
Ksawuś na początku był bardzo niecierpliwy i płakał ze złości jak
nie mógł ruszyć pod górę lub na krawężniku czy po kamieniach. Teraz pięknie
sobie radzi, my siedzimy na ławeczce a On pyka duże koła po alejkach, tak
daleko, że Go nie widać.
Brawo synu! :*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz