Moja lista blogów

piątek, 6 czerwca 2014

L – O – D – Y !!! i temat żywienia naszych pociech

Lodowa prowokacja.

Ksawery od kilku dni „chodził” koło lodów. W końcu zapytał, czy może spróbować.
Dałam Mu.
Chapnął, połknął kawałek BIG MILKA w polewie i mówi:
Pycha! Mogę jeszcze???
Dałam jeszcze trochę, jutro następna porcja.
3 lata temu pewnie juz bylibyśmy na oddziale z zagrożeniem życia Ksawka, dziś, póki co...hmm... tfu tfu...






Od 2 lat wraz z naszą lekarką usiłujemy wprowadzić do diety Smyka nabiał. Zaczyna się od jogurtów naturalnych lub serków typu bieluch.
Raz może dwa udało mi się dodać troszkę jogurtu do zupy Smyka, ale posmarowanie kromki serem graniczy z absurdalnym cudem, więc nawet nie naciskam i nie wysilam się. Proponowałam też Starszakowi jakiś deserek ze słoika, który zawiera jogurt – też nie przeszło.
Może więc przeprowadzimy prowokację LODAMI ŚMIETANKOWYMI:)?
We will see :)

Ostatnio nie mam czasu na nic, pogoda obliguje do częstych spacerów i wypadów, wieczorem nadrabiamy z Tatą sprzątanie, pranie, prasowanie, mycie, zakupy online itd.
Ksawery ma od kilku tygodni znowu kryzys żywieniowy.
Są znowu głodówki, darcie, krzyki, marudzenie, jęczenie itd.
Najgorsze dla nas jest to SIEDZENIE NAD TALERZEM.
Są dni, kiedy Smyk siedzi i je śniadanie do godz. 12:00, potem 2 godz. Przerwy i znowu je. Zupę – czasem nawet 1,5 godziny, kilkakrotnie podgrzewaną.
Nadal jest cały czas walka o kęs, o kolejną łyżkę, straszenie, kary, negocjacje.
Cały czas wygląda to tak, jakby nasze dziecko jadło dla nas, bo wie, że musi, bo tak człowiek ma, że musi jeść, ale nic poza tym.
I te jego ciągłe paplanie przy stole – a czy mogę tylko powąchać, boli mnie brzuszek, chce mi się siku, zimne, za gorące, nie lubię tego makaronu, coś mi tam pływa, dlaczego zupa ma taki kolor, ile łyżek mam zjeść, żeby dostać telefon, a jeśli już nie chcę oglądać Mai to czy ja muszę jeść? A czy mogę zjeść później?...i tak ciągle.
I zrozumie tylko ten, którego dziecko żyje powietrzem jak nasze.
Bardzo, bardzo to jest wyczerpujące dla całej rodziny.

Leo, nasz Gruby Miś już nie jest grubym misiem. Od szpitala w zasadzie nie przybrał na wadze i ciągle stoi w miejscu od marca.
Z jedzeniem też nie ma szału.
Leo nie toleruje żadnych deserów ze słoika, nie zje też żadnych owoców roztartych nie ze słoika (n. jabłka czy gruszki z biszkoptem). Rano na drugie śniadanie, czasem zje parę łyżek jogurtu, czasem kilka łyżek kaszki. Z owoców w całości pociumka banana przez minutę lub dwie, dopóki banan nie wyślizguje się z dłoni niczym mydło w wodzie. Czasem possie jabłko.
Uwielbia natomiast buły, chrupki kukurydziane i suchy chleb, po który człapie sam pod piekarnik, wysuwa szufladę i wcina.

Zębów nadal nie ma! Wszystkie na wierzchu, robią się krwiaczki i nadal dziąsła nie przebite.
Może jak już w końcu wyjdą to zacznie jeść chętniej. Zobaczymy. Ksawuś mając 10 miesięcy miał już 8 ząbków.

Mimo swojej już nie tak dużej wagi, Leo jest kurcze po prostu masywny i duży, chodzi teraz w ubrankach, w których Ksawuś chodził mając 1,5 roku, chodzi też w Jego aktulanych czapkach, a ubranko na chrzest zamówione na rozmiar 80 (rok) jest za małe :/

Leo zaczyna też pokazywać foszki i wymuszać, ale o tym innym razem :)

Na razie jest cudny, rozkoszny, słodki i śliczny i super chodzi :)
W przeciągu w zasadzie tygodnia od kilku kroczków do lajtowego chodzenia po domu.
Coś niebywałego, moje dwa Smyki zaczęły chodzić prawie w tym samym czasie. Leo tydzień wcześniej.

Oooo, już po północy  - Leo dziś kończy 10 miesięcy, a my... rok temu przyjechaliśmy z całym naszym dobytkiem do Krakowa by zacząć nasz nowy rozdział życia.
Minęło 12 miesięcy, a my myślimy o kolejnej przeprowadzce, tym razem nad morze <lol>










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz