Ksawery od kilku dni „chodził”
koło lodów. W końcu zapytał, czy może spróbować.
Dałam Mu.
Chapnął, połknął
kawałek BIG MILKA w polewie i mówi:
Pycha! Mogę jeszcze???
Dałam jeszcze trochę,
jutro następna porcja.
3 lata temu pewnie juz
bylibyśmy na oddziale z zagrożeniem życia Ksawka, dziś, póki co...hmm... tfu
tfu...
Od 2 lat wraz z naszą
lekarką usiłujemy wprowadzić do diety Smyka nabiał. Zaczyna się od jogurtów
naturalnych lub serków typu bieluch.
Raz może dwa udało mi
się dodać troszkę jogurtu do zupy Smyka, ale posmarowanie kromki serem graniczy
z absurdalnym cudem, więc nawet nie naciskam i nie wysilam się. Proponowałam
też Starszakowi jakiś deserek ze słoika, który zawiera jogurt – też nie
przeszło.
Może więc
przeprowadzimy prowokację LODAMI ŚMIETANKOWYMI:)?
We will see :)
Ostatnio nie mam czasu
na nic, pogoda obliguje do częstych spacerów i wypadów, wieczorem nadrabiamy z
Tatą sprzątanie, pranie, prasowanie, mycie, zakupy online itd.
Ksawery ma od kilku
tygodni znowu kryzys żywieniowy.
Są znowu głodówki,
darcie, krzyki, marudzenie, jęczenie itd.
Najgorsze dla nas jest
to SIEDZENIE NAD TALERZEM.
Są dni, kiedy Smyk
siedzi i je śniadanie do godz. 12:00, potem 2 godz. Przerwy i znowu je. Zupę –
czasem nawet 1,5 godziny, kilkakrotnie podgrzewaną.
Nadal jest cały czas
walka o kęs, o kolejną łyżkę, straszenie, kary, negocjacje.
Cały czas wygląda to
tak, jakby nasze dziecko jadło dla nas, bo wie, że musi, bo tak człowiek ma, że
musi jeść, ale nic poza tym.
I te jego ciągłe
paplanie przy stole – a czy mogę tylko powąchać, boli mnie brzuszek, chce mi
się siku, zimne, za gorące, nie lubię tego makaronu, coś mi tam pływa, dlaczego
zupa ma taki kolor, ile łyżek mam zjeść, żeby dostać telefon, a jeśli już nie
chcę oglądać Mai to czy ja muszę jeść? A czy mogę zjeść później?...i tak
ciągle.
I zrozumie tylko ten,
którego dziecko żyje powietrzem jak nasze.
Bardzo, bardzo to jest
wyczerpujące dla całej rodziny.
Leo, nasz Gruby Miś już
nie jest grubym misiem. Od szpitala w zasadzie nie przybrał na wadze i ciągle
stoi w miejscu od marca.
Z jedzeniem też nie ma
szału.
Leo nie toleruje
żadnych deserów ze słoika, nie zje też żadnych owoców roztartych nie ze słoika (n.
jabłka czy gruszki z biszkoptem). Rano na drugie śniadanie, czasem zje parę
łyżek jogurtu, czasem kilka łyżek kaszki. Z owoców w całości pociumka banana
przez minutę lub dwie, dopóki banan nie wyślizguje się z dłoni niczym mydło w
wodzie. Czasem possie jabłko.
Uwielbia natomiast
buły, chrupki kukurydziane i suchy chleb, po który człapie sam pod piekarnik,
wysuwa szufladę i wcina.
Zębów nadal nie ma!
Wszystkie na wierzchu, robią się krwiaczki i nadal dziąsła nie przebite.
Może jak już w końcu
wyjdą to zacznie jeść chętniej. Zobaczymy. Ksawuś mając 10 miesięcy miał już 8
ząbków.
Mimo swojej już nie tak
dużej wagi, Leo jest kurcze po prostu masywny i duży, chodzi teraz w ubrankach,
w których Ksawuś chodził mając 1,5 roku, chodzi też w Jego aktulanych czapkach,
a ubranko na chrzest zamówione na rozmiar 80 (rok) jest za małe :/
Leo zaczyna też
pokazywać foszki i wymuszać, ale o tym innym razem :)
Na razie jest cudny,
rozkoszny, słodki i śliczny i super chodzi :)
W przeciągu w zasadzie
tygodnia od kilku kroczków do lajtowego chodzenia po domu.
Coś niebywałego, moje
dwa Smyki zaczęły chodzić prawie w tym samym czasie. Leo tydzień wcześniej.
Oooo, już po
północy - Leo dziś kończy 10 miesięcy, a
my... rok temu przyjechaliśmy z całym naszym dobytkiem do Krakowa by zacząć
nasz nowy rozdział życia.
Minęło 12 miesięcy, a
my myślimy o kolejnej przeprowadzce, tym razem nad morze <lol>





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz