Moja lista blogów

czwartek, 26 czerwca 2014

Poniedziałek z Mamą mimo Dnia Taty. KONTROLA W PORADNI.



Rano Smyk był u fryzjera. Wygląda super i lubi jak Marysia nakłada Mu bezkarnie żel jakiś na włosy :P
Potem pojechaliśmy do przyszpitalnej poradni na kontrolę.
Odstawiliśmy spore dawki leków stałych z czego się bardzo cieszę.
Pani doktor podpowiedziała nam też fajną tanią alternatywę dla emolientów. Stosujemy. Zobaczymy efekty.
Smyk ma szlaban na nutellę i czekolady wszelakie, żeby podleczyć trochę skórę, bo gdziniegdzie ma zadrapania do krwi z powodu bardzo silnego świądu.
Mamy po raz pierwszy swoje krowie sukcesy, bo od ostatniej wizyty w końcu udało się wprowadzić do organizmu Smyka białko krowie w postaci jogurtu naturalnego (po łyżeczce do zupy 3 x), w postaci kilku gryzów loda śmietankowego, w postaci także kotlecika wołowo-wieprzowego oraz 2 pierogów z mięsem także wołowym, oraz połowy parówki indyczo-cielęcej.

Za czas jakiś jak będzie już tego białka mleka krowiego w organizmie Smyka więcej, to zrobimy test z krwi i wtedy okaże się właściwe ige.
Dla wyjaśnienia dodam, że robienie testów z krwi, kiedy dziecko nigdy nie jadło białka mleka jest niewymierne, określa pewni bardzo ogólnikowo poziom uczulenia, ale tak na prawdę dopiero jak dziecko ma w sobie to białko to wtedy można ocenić w jaki sposób jego organizm sobie z tym radzi czyli jak bardzo układ odpornościowy mojego alergika będzie walczyć.

W przyszłym sezonie zaś, nareszcie Smyk zaliczy ODCZULANIE! I pożegnamy, mam nadzieję, wszystkie medykamenty.

Zapytałam też o skierowanie na badanie kału w kierunku pasożytów i robaków, ale okazało się, że można bez, płatnie. No i zrobiliśmy, ale o tym w innym poście :)

Po wizycie i zakupie nagrody za cierpliwość Smyka podczas badań i wywiadów lekarskich (o zakupie w osobnym poście, bo to był zakup typu kulą w płot, a tak na prawdę już napisałam do pani z działu promocji tego wydawnictwa na temat szajsu jaki wydają – nie byłabym sobą, gdybym nie napisała...)  udaliśmy się tuż obok do Ogrodu botanicznego UJ na ławeczkowy piknik.
Było cudnie, jak na zdjęciach w poprzednim poście. Najdłużej siedzieliśmy przy stawie obserwując uroczą kaczą rodzinkę. Pogoda piękna. Lubię takie dni.
Wracając musieliśmy jechać objazdem i pytam Smyka żartując:
Ja: Będziesz wiedział gdzie wysiąść, bo ja idę spać!
Ksawuś: no pewnie! Śpij sobie!
Ja: (na trasie objazdu widząc, że Smykowi oko ucieka) no to jak, na pewno trafisz?
K (zaspany, nieobecny) ojeeej! Mamusiu, czy przejechaliśmy już nasze osiedle!??
Ja: nie Kochanie, śpij sobie :)
K: no dobra, to teraz zmieniam zdanie, ja śpię a Ty pilnujesz!
...I zasnął :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz