Rano Smyk był u
fryzjera. Wygląda super i lubi jak Marysia nakłada Mu bezkarnie żel jakiś na
włosy :P
Potem pojechaliśmy do
przyszpitalnej poradni na kontrolę.
Odstawiliśmy spore dawki
leków stałych z czego się bardzo cieszę.
Pani doktor
podpowiedziała nam też fajną tanią alternatywę dla emolientów. Stosujemy.
Zobaczymy efekty.
Smyk ma szlaban na
nutellę i czekolady wszelakie, żeby podleczyć trochę skórę, bo gdziniegdzie ma
zadrapania do krwi z powodu bardzo silnego świądu.
Mamy po raz pierwszy
swoje krowie sukcesy, bo od ostatniej wizyty w końcu udało się wprowadzić do
organizmu Smyka białko krowie w postaci jogurtu naturalnego (po łyżeczce do
zupy 3 x), w postaci kilku gryzów loda śmietankowego, w postaci także kotlecika
wołowo-wieprzowego oraz 2 pierogów z mięsem także wołowym, oraz połowy parówki
indyczo-cielęcej.
Za czas jakiś jak
będzie już tego białka mleka krowiego w organizmie Smyka więcej, to zrobimy
test z krwi i wtedy okaże się właściwe ige.
Dla wyjaśnienia dodam,
że robienie testów z krwi, kiedy dziecko nigdy nie jadło białka mleka jest
niewymierne, określa pewni bardzo ogólnikowo poziom uczulenia, ale tak na
prawdę dopiero jak dziecko ma w sobie to białko to wtedy można ocenić w jaki
sposób jego organizm sobie z tym radzi czyli jak bardzo układ odpornościowy
mojego alergika będzie walczyć.
W przyszłym sezonie zaś,
nareszcie Smyk zaliczy ODCZULANIE! I pożegnamy, mam nadzieję, wszystkie
medykamenty.
Zapytałam też o
skierowanie na badanie kału w kierunku pasożytów i robaków, ale okazało się, że
można bez, płatnie. No i zrobiliśmy, ale o tym w innym poście :)
Po wizycie i zakupie
nagrody za cierpliwość Smyka podczas badań i wywiadów lekarskich (o zakupie w
osobnym poście, bo to był zakup typu kulą w płot, a tak na prawdę już napisałam
do pani z działu promocji tego wydawnictwa na temat szajsu jaki wydają – nie
byłabym sobą, gdybym nie napisała...)
udaliśmy się tuż obok do Ogrodu botanicznego UJ na ławeczkowy piknik.
Było cudnie, jak na
zdjęciach w poprzednim poście. Najdłużej siedzieliśmy przy stawie obserwując
uroczą kaczą rodzinkę. Pogoda piękna. Lubię takie dni.
Wracając musieliśmy
jechać objazdem i pytam Smyka żartując:
Ja: Będziesz wiedział
gdzie wysiąść, bo ja idę spać!
Ksawuś: no pewnie! Śpij
sobie!
Ja: (na trasie objazdu
widząc, że Smykowi oko ucieka) no to jak, na pewno trafisz?
K (zaspany, nieobecny)
ojeeej! Mamusiu, czy przejechaliśmy już nasze osiedle!??
Ja: nie Kochanie, śpij
sobie :)
K: no dobra, to teraz
zmieniam zdanie, ja śpię a Ty pilnujesz!
...I zasnął :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz