Taak... dostaliśmy,
wczoraj wieczorem - wezwanie do sanepidu.
Około godziny 18.00
zadzwoniła domofonem pani, powiedziała, że ma przesyłkę i chce wejść. Pytam czy
to polecony i dlaczego nie wejdzie na górę? Pani odparła, że to nie polecony i
ona ma to wrzucić do skrzynki.
Później Tata schodził
do auta i przynosi ze skrzynki takiego kwiatka...Wezwanie w sprawie choroby
zakaźnej Leona...
Ostatnie badania Leo (poza posiewem) były w
szpitalu, dlatego pierwsze co, to próbowałam się dodzwonić do lekarki ze
szpitala. Nie odbierała, więc zadzwoniłam do lekarki Ksawka, ona zawsze
odbiera, tak było i tym razem, ale nie pomogła, nie wiedziała co to może być,
kazała się skontaktować ze wspomnianą lekarką prowadzącą ze szpitala.
W końcu ona oddzwoniła, ale
była bardzo zdziwiona i wręcz pewna, że to jakaś pomyłka.
Cudownie! Zostawiona na
całą noc z milionem myśli bez możliwość dowiedzenia się O CO CHODZI?!
Przez głowę przeleciała
mi jeszcze myśl o salmonelli, ale przecież minęło 2 miesiące od badań!
Oczywiście co?...nie
wytrzymałam, googluję, no i art. 50 KPA przewija się w sprawach grzywny za
nieszczepienie dzieci szczepieniami obowiązkowymi. Sprawdzam książeczkę, aby
upewnić się, że przez choroby niczego nie przeoczyliśmy...nie! jest komplet,
następny termin po 1 urodzinach - MMR.
Rano po przebudzeniu od
razu telefon do sanepidu i ....
Okazało się, że
adenowirus jest na liście chorób zakaźnych, a szpital przesyła takie raporty do
sanepidu ponoć, a oni mają obowiązek przeprowadzić wywiad – czy Leo chodzi do
żłobka, od kogo się zaraził i gdzie, jakie miał objawy itd.
Fajnie, nawet super w
razie epidemii, ale... Lekarka dziś zdziwiona była jeszcze bardziej, bo mówi,
że ona ma cały oddział dzieci z adeno i nic nigdzie nie wysyłają! Na zgłoszeniach
do sanepidu widniało nazwisko jakiegoś lekarza, a że tam nie widziałam nigdy
pediatry płci męskiej, domyślam się, że zrobił to, w ramach nadgorliwości, pan
stażysta, który był dość nachalny w swoich pytaniach i badaniach, a omylny w
wysnuwanych przez siebie wnioskach i diagnozach...
Odetchnęłam z ulgą, ale
nie jest fajnie dostawać takie wezwania...
Zbiegiem okoliczności w
tym samym dniu rano Tata pojechał do sanepidu wojewódzkiego z dwoma
pojemniczkami kup Starszaka :) w celu dokonania w końcu badania w kierunku
pasożytów i robali.
Cyrk z tym był większy
niż się spodziewaliśmy. Starszak tak polubił robienie kup do Leosiowego
nocnika, że robił kupę za kupą.
Techniki pobierania i
grzebania w kupie, w sensie dosłownym – są dość jasno przez sanepid określone i
o tym informowała uprzejmie pani z sanepidu telefonicznie. Żeby pobrać...albo, oszczędzę
wszystkim, a szczególnie chłopcom, którzy będą to czytać szczegółów. Kto robił
te badania to wie, jak śmierdząca to sprawa i do niej został przydzielony dzielny Tata :D
Do tego Leo w tym samym
momencie wykorzystał chwilę mojej nieuwagi - chwilę bez pieluchy - i zrobił kupę
na podłogę o czym nikt nie wiedział. To znaczy z powodu okrzyków zachwytu jakie
wydawał z siebie (ścieliłam wtedy łóżka w pokoju chłopców i tylko je słyszałam) wiedziałam, że było
to coś niefajnego – byłam pewna, że siku i...zapomniałam o tym. Sprawdziłam
tylko Leo, skarpetki miał suche, więc gitarra. A potem nagle Tata krzyczy CO TO
JEST!??? I rozniósł tę kupę po całym pokoju, a Ksawek nie chciał być gorszy i
przypadkiem przenosił resztki na skarpetkach....Armagedon!
W samym sanepidzie Tata
stał w wijących się kolejkach (a ja tym czasem sprzątałam) i tak jeszcze 4 razy :/
A Smyk powiedział, że to nie panie w laboratorium są gnojarzami tylko my bo my grzebiemy :P (gnojarze to żuki w Mai, i ciągle w tej bajce przewija się motyw gnojowych kulek i to był taki komentarz - a propos) ;D
no to 'wesoło' macie :) my tez nosimy pojemniczki z 'wydzielną' ;) starszej
OdpowiedzUsuń