W nagrodę za grzeczne zachowanie na badaniach podczas kontroli Smyk zażyczył sobie gazetkę PSZCZÓŁKA MAJA. Przyznam, że nigdy nie kupowaliśmy takich dziecięcych czasopism z gadżetami, ale tym razem się skusiliśmy.
Dodatkiem były naklejki
3d i niespodzianka.
Smyk jest wielkim
wielbicielem Pszczółki Mai odkąd dostał od znajomego Taty całą kolekcje na DVD.
Znika na długie minuty podczas oglądania. Mógłby tak zresztą oglądać i oglądać,
czasem nawet woli to od zabawy czyimś smartphonem.
No i uroczyście
zasiadamy do otwierania gazety i czytania bajko-komiksu i.....ZOOOONK!
Mama czyta, a Smyk pyta:
K: Mamo, kto to jest
Bodzio?
No to pokazuje Mu i
mówię: no ten!
K: nieee! To jest
Bartek!
Czytamy dalej. Mama
czyta... (...) przyszedł Ślinek (..) Smyk przerywa i krzyczy:
To jest Śluzak, a nie
jakiś Ślinka czy Ślinek!
Itd. itp.
Okazało się, że mimo
tego samego logo na okładce, wydawnictwo jest inne i inne widać tłumaczenia.
Dla mnie to niepojęta pomyłka, głupota wydawcy, jakiś absurd, żeby imiona
tłumaczyć wg upodobać tłumacza.
To tak jakby Maję
nazwać Julką, albo Zuzią, a Gucia nazwać Antkiem lub Frankiem.
Mało tego, bajka w
formie bajko-komiksu nie do przeczytania.
To co pod rysunkiem nie
pokrywa się z tym co na obrazu i w chmurkach po za tym nie wiadomo co czytać
najpierw. Fatalne w czytaniu, dziecko nie wie gdzie czytam :/
Kolejna sprawa –
zagadki z końca książeczki są strasznie na siłę, nielogiczne, bez sensu,
niekonsekwentne. Robią z mózgu siano, a nie uczą logicznego myślenia.
Dodatki..hmm.. bez
instrukcji, nie wiadomo co do czego.
Zraziłam się do takich
wydawnictw.
Rozmawialiśmy z osobą,
która zna ten temat bliżej i w Polsce takie wydawnictwa działają bez pełnych praw
autorskich i robią takie cuś specjalnie.
Tylko czy z korzyścią dla
dzieci?...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz