Moja lista blogów

czwartek, 26 czerwca 2014

Czasopismo PSZCZÓŁKA MAJA


W nagrodę za grzeczne zachowanie na badaniach podczas kontroli Smyk zażyczył sobie gazetkę PSZCZÓŁKA MAJA. Przyznam, że nigdy nie kupowaliśmy takich dziecięcych czasopism z gadżetami, ale tym razem się skusiliśmy.
Dodatkiem były naklejki 3d i niespodzianka.
Smyk jest wielkim wielbicielem Pszczółki Mai odkąd dostał od znajomego Taty całą kolekcje na DVD. Znika na długie minuty podczas oglądania. Mógłby tak zresztą oglądać i oglądać, czasem nawet woli to od zabawy czyimś smartphonem.
No i uroczyście zasiadamy do otwierania gazety i czytania bajko-komiksu i.....ZOOOONK!
Mama czyta, a Smyk pyta:
K: Mamo, kto to jest Bodzio?
No to pokazuje Mu i mówię: no ten!
K: nieee! To jest Bartek!

Czytamy dalej. Mama czyta... (...) przyszedł Ślinek (..) Smyk przerywa i krzyczy:
To jest Śluzak, a nie jakiś Ślinka czy Ślinek!
Itd. itp.
Okazało się, że mimo tego samego logo na okładce, wydawnictwo jest inne i inne widać tłumaczenia. Dla mnie to niepojęta pomyłka, głupota wydawcy, jakiś absurd, żeby imiona tłumaczyć wg upodobać tłumacza.
To tak jakby Maję nazwać Julką, albo Zuzią, a Gucia nazwać Antkiem lub Frankiem.
Mało tego, bajka w formie bajko-komiksu nie do przeczytania.
To co pod rysunkiem nie pokrywa się z tym co na obrazu i w chmurkach po za tym nie wiadomo co czytać najpierw. Fatalne w czytaniu, dziecko nie wie gdzie czytam :/
Kolejna sprawa – zagadki z końca książeczki są strasznie na siłę, nielogiczne, bez sensu, niekonsekwentne. Robią z mózgu siano, a nie uczą logicznego myślenia.
Dodatki..hmm.. bez instrukcji, nie wiadomo co do czego.
Zraziłam się do takich wydawnictw.
Rozmawialiśmy z osobą, która zna ten temat bliżej i w Polsce takie wydawnictwa działają bez pełnych praw autorskich i robią takie cuś specjalnie.
Tylko czy z korzyścią dla dzieci?...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz