Nadal
walczymy z wysypką. Jakby blednie, ale ciągle są nowe krostki.
Mama
zwiększyła częstotliwość smarowania, raz dziennie kąpie
Ksawusia w krochmalu, obsypujemy się mąką ziemniaczaną [synuś
bardzo to lubi bo mówi, że mąka jest milutka:)], jednak jutro
idziemy na kontrolę i obawiam się, że nie obędzie się tym razem bez
sterydów. W sobotę nasz lekarz wyjeżdża na urlop, nie będzie Go
2 tygodnie. Nie lubię takich sytuacji, bo jakby się cokolwiek
działo, to nowy lekarz – nowa opinia, nowe leki itd.
Wczoraj
Ksawek miał gości. Przyjechali dziadziuś i babusia z prezentami.
Oto jeden z nich:
Wcześniej popisywał się na rowerku, bo w sumie miał powód - kapitalnie sobie radzi na PUKYm, i już tylko się odpycha raz i nogi w górze - nawet przy zakrętach, a raj ma na zjazdach z góry - mój mały sprytny Smyk! :*
Dzisiaj
Ksawek miał czapkę z daszkiem/patrolówkę. Zawsze wolałam
Go w kapelutkach lub chustach. On Jednak i tak miał własną wizję,
jak zawsze, i co chwile przekładał ją daszkiem do tyłu.
Tłumaczyłam Mu, że daszek chroni Mu oczka przed słoneczkiem, i że
robi cień na oczka bla bla, a synek i tak swoje :)
Dzisiejsza
wersja rozładowywania baterii przed snem:
...a
teraz mamusia idzie „pojeździć” na desce :)
Dobranoc
wszystkim!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz