Nom, to się
nacieszyliśmy brakiem infekcji... Było miło, ale się skończyło.
W niedzielę w nocy Smyk
dostał gorączki, krzyczał, że boli Go ucho. W poniedziałek nie dostaliśmy się
do lekarza, dziś byliśmy z dwójką, bo Leo miał przerwę w lekach 1 dzień i znowu
ma katar, chrypkę, bolące gardło i kaszle
:/
Ksawery pierwszy raz ma
tak poważną infekcję, zapalenie ucha i do tego podobno boli Go szczęka, bo Mu
wychodzą stałe zęby z tyłu („szóstki”). Ten fakt mnie dość mocno zdziwił.
Ksawuś ma dreszcze,
płacze, że Go boli głowa i kulki (czyli kości). Biedny jest bardzo :(
Poza tym wszystkim jest
ciężkim pacjentem ;) Jak choruje to całym sobą, każe się nosić, ubierać, nie może ruszać ręką nogą, rozkazuje
i ciągle marudzi i wylicza rzeczy, które Go bolą....
Do niedzieli było
super, Ksawuś mi pięknie pomagał w przygotowaniach do świąt. W przedszkolu na „jasełkach”
było bardzo miło, a Ksawery pięknie występował. Miałam pewne obawy, że znowu
będzie zmęczony i zniechęcony i nie będzie chciał śpiewać, ale zaskoczył mnie
na plus BAAARDZO :) Zamiast Taty, który miał zmianę przy chorym Leo, poszedł ze
mną na przedszkolne występy Smyka Dziadziuś.
Nasze świąteczne "hendmejd"upominki:
Nasza pierwsza wigilia
tutaj. Dosłownie, bo zawsze mimo różnych adresów na wigilię docieraliśmy pod
jeden adres. Tym razem tylko i aż we czwórkę ;)
Pierwsza wigilia
Leo....
Ksawusiowa choinka
ubrana jako pierwsza:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz